Gdzie jest miłość, tam jest dawanie...

Ojciec da wszystko, co ma, w swoim Synu, a Syn oddaje się Ojcu. Oboje są do tego pchani Duchem Świętym.Wilfrid Stinissen (1927–2013)

Najpewniejszym znakiem duchowego wzrostu jest rosnące pojednanie. Dojrzewający człowiek żyje w coraz głębszym pojednaniu. Dotyczy to z jednej strony relacji z innymi ludźmi – początkujący często osądzają surowo i stosują twarde zasady. Sami jednak często zapominają je spełniać, tym bardziej jednak gorliwie zmuszają innych, aby je przestrzegali. Z drugiej strony jest tu pojednanie z samym sobą – pokój między świętością a grzechem wewnątrz. Uczymy się żyć z naszą grzesznością nie jako z czymś ostatecznym, lecz jako z tymczasowymi okolicznościami, które należy zaakceptować.

Doświadczona osobowość żyje również w pojednaniu różnych perspektyw rzeczywistości, między innymi na przykład modlitwy i pracy. Im bliżej podchodzimy do Boga, tym bardziej zbliżamy się do jedności przeciwieństw – tak jak On. U Boga nie ma różnicy między pracą a odpoczynkiem. Im więcej żyjemy w chwili obecnej, tym wyraźniej dostrzegamy coś z Bożej jedności i harmonii. Tak i my nieustannie pokornie posuwamy się naprzód, nie w sposób prostolinijny, lecz etapami, czasem wznosimy się, a czasem opadamy, jesteśmy na szczycie lub na dnie falującej krzywej.

Praca stopniowo przestaje być jedynie dodatkiem do istnienia, lecz sama staje się bytem i z niego wychodzi. „Świętości nie można budować na posiadaniu, lecz na byciu,” twierdzi Mistrz Eckhart. Bóg jest samym bytem i nie można o Nim mówić w związku z czasownikiem mieć. A jeśli jednak do tego dojdzie, trafniej jest powiedzieć o Nim, że nie ma nic, niż że ma wszystko. Ojciec daje wszystko, co ma, w swoim Synu, a Syn oddaje się Ojcu. Oboje są do tego pchani Duchem Świętym. Gdzie jest miłość, tam jest dawanie. Gdzie jest doskonała miłość, tam daje się wszystko. Bóg daje wszystko nawet na zewnątrz: „Albowiem Bóg tak ukochał świat, że dał swojego jednorodzonego Syna” (Jan 3,16).

Im doskonalej żyjemy w chwili obecnej, tym lepiej pracujemy według Bożego obrazu – po prostu będąc. Przy takiej pracy nie szukamy zasług i nie staramy się zapełnić naszych spichlerzy. Po prostu jesteśmy, innymi słowy, kochamy, dajemy i służymy.

Pobrano z książki: Chrześcijańska medytacja głęboka
Autor: Wilfrid Stinissen OCD
Wydane przez: KNA