Pan mnie tutaj postawił, a Pan mnie stąd uwolni.

Mandaryn rozkazał, aby mnie wrzucono do celi więziennej z nogami w kajdanach, i od tej chwili piszę na tym kawałku papieru, który przypadkowo znalazłem w tym miejscu, gdzie wszystkiego brakuje. Są tu tylko łzy nieszczęśliwych uwięzionych, umierających z głodu i zimna, i nie ma nikogo, kto by zwrócił uwagę na ich łzy. Mandaryn powiedział mi, że chcą mnie stracić, aby mnie wypróbować.
Troska o braci niech was nie zwiedzie, abyście dali temu mandarynowi pieniądze na moje wykupienie. Pan nie posłał nam pieniędzy, abyśmy dali je tyranowi, ani nie czytałem, że w czasie wcześniejszych prześladowań uwalniali sługi Pana od śmierci pieniędzmi i że to, co jest dla biednych, oddawali tyranowi. Przecież święci słudzy zazwyczaj uciekali do swojego Boga, aby ich wybawił, tak jak uwolnił Piotra i innych. Jasno zrozumiałem, że Pan mnie tutaj osadził, i że mnie stąd wyrwie, jeśli będę godny przynieść jakiś pożytek chrześcijanom, a jeśli nie, zabierze mnie ze sobą…

(Franciszek Fernandez de Capillas OP /1607–1648/, list z chińskiego więzienia do przełożonego)