Karmel i Eucharystia

Siostra Libby Dahlstrom, O.Carm.

Wprowadzenie

Około piętnastu lat temu poproszono mnie, abym przemówiła do grupy nauczycieli na temat eucharystii. W czasie, gdy pracowałam nad wykładem, miałam pewnej nocy sen. Kiedy się obudziłam, zdałam sobie sprawę, że sen ten miał wiele wspólnego z eucharystią. Jestem przekonana, że miał także inne psychologiczne skutki, niemniej jednak sen ten pomógł mi zrozumieć coś z fundamentalnego znaczenia eucharystii. Opis mojego snu i sens, który w nim widziałam, będą wprowadzeniem do tego tekstu.

W moim śnie występowała mała dziewczynka, która wydawała się być upośledzona umysłowo. Pomagałam jej wspinać się po schodach. Wspinała się na kolanach, więc wysłałam ją w dół, aby spróbowała ponownie. Wiedziałam, że zrobi to lepiej. Z powodu swojego upośledzenia nie koordynowała dobrze swoich ruchów, więc musiała schodzić tyłem, ponieważ nie umiała się obrócić. To było strome schody, z lukami między poszczególnymi stopniami i poręczą, prawie jak kręta zjeżdżalnia lub nawet jak schody pożarowe. Ponieważ schody były dość strome, dziewczyna stawiała stopę aż niebezpiecznie na krawędzi stopnia, aż tak, że traciła równowagę i prawie spadła, ale zawsze pchałam ją w bezpieczne miejsce, w środek schodów. Gdy była już prawie na dole, jakoś znalazłam się pod nią i czekałam, aby pomóc jej na ostatnim stopniu. Właściwie złapałam ją i złagodziłam jej upadek, rozłożając się na schodach, ona stoczyła się po mnie przez te ostatnie kilka metrów, aż znalazła się na ziemi. W tym momencie mojego snu wydawało mi się, że dziewczynka nie była zbyt dobrze ubrana. Była bardzo zaniedbana, więc poszłam do jej szafki z ubraniami i ubierałam ją w rzeczy, w których, jak miałam nadzieję, będzie się lepiej czuła i lepiej wyglądała. Właśnie w tej chwili zadzwonił budzik, co oczywiście nagle przerwało mój sen.

Rano usiadłam znowu, aby zastanowić się, co powiem w przemówieniu, które przygotowywałam. Zdałam sobie sprawę, że ten sen odsłania i podkreśla głębokość eucharystii oraz jej wpływ na nasze życie. O co właściwie chodzi? Chodzi o to, że celem eucharystii jest przemiana – przemiana każdego indywidualnie w Chrystusa oraz jednocześnie całej wspólnoty Kościoła w Ciało Chrystusa.

Na tym poziomie zrozumiałam sen w ten sposób: to upośledzone dziecko symbolizuje nas – jednostki i wspólnotę. Wszyscy zmagamy się i jesteśmy słabi, upośledzeni na wiele sposobów. To, co ja robiłam w śnie, przedstawia działanie Chrystusa: jak wysłałam dziewczynkę w dół i chciałam, aby zrobiła to ponownie, pomagałam jej, chroniłam ją i ponownie ubierałam. Wszystko to w celu pomocy tej małej dziewczynce, aby stawała się najlepszą, jaką może być.

Chrystus przemienia nas przez eucharystię. Eucharystia ma zmieniać każdego z osobna i wszystkich razem jako Kościół, abyśmy stawali się jak najlepsi; to znaczy, abyśmy byli „drugim Chrystusem”, abyśmy byli ciałem Chrystusowym. Święty Augustyn, biskup wczesnego Kościoła, jasno to powiedział już na początku piątego wieku. W jednym ze swoich kazań o eucharystii nawoływał lud: „Patrzcie, czym jesteście, i stańcie się tym, co przyjmujecie.” Przypominał swojemu ludowi, że przyjmując eucharystię, mamy stać się tym, co przyjęliśmy, wszak to, co przyjmujemy, jest tajemnicą nam właściwą. Przyjmujemy więc ciało Chrystusa, ale w rzeczywistości, jak nam mówi święty Paweł, już jako Kościół jesteśmy ciałem Chrystusa. I właśnie w tym przyjmowaniu jesteśmy w Ciało Chrystusa przemieniani coraz doskonalej.

Większość tego artykułu będzie skoncentrowana wokół pewnych tematów, które zmierzają do rdzenia tajemnicy eucharystii. Oczywiście, że zakres tekstu jest ograniczony, a są także inne bliskie tematy, którymi się nie zajmę. Mam nadzieję, że z tematów, które wybrałam, będzie jaśniejsze, jak to wielkie tajemnica jest powiązana z naszym karmelitańskim charyzmatem i stylem życia oraz jak istotna jest eucharystia w naszym życiu prawdziwych karmelitów.

Eucharystia jako jedzenie

Co oznacza jedzenie? Jakie słowa lub frazy przychodzą nam na myśl na wspomnienie o „jedzeniu”? Wiemy o nim już wystarczająco dużo z własnego doświadczenia. Jedzenie czasami jest bardzo szczęśliwym wydarzeniem, a czasami nim nie jest. Co stanowi różnicę? Co charakteryzuje szczęśliwy posiłek?

Jedzenie ma odżywiać nasze ciało, a także naszego ducha. Żywi naszego ducha, ponieważ jedzenie wyraża i jednocześnie pogłębia więź miłości, która już istnieje. Zastanówmy się nad znaczeniem przygotowania posiłku i nad tym, jaki ma to przygotowanie wpływ na jego sukces. Szczególne przygotowania, dokonywane z miłości, sprawią, że jedzenie dla ludzi, którzy się przy nim gromadzą, stanie się czymś wyjątkowym. Pomyślmy o jedzeniu w Dzień Dziękczynienia,1 kiedy małe dzieci przynoszą na stół kwiaty, starsi nakrywają stół porcelanową zastawą, ciocia Betty piecze swoją słynną dyniową tartę, kuzynka Sally przygotowuje swoje wspaniałe słodkie ciasto itd. Im więcej różnych członków rodziny wkłada się w różnorodne przygotowania, tym bardziej wyjątkowe jest jedzenie. Samo celebrowanie jedzenia staje się wówczas świętem miłości, która została włożona w przygotowania. To, że nie spieszymy się z jedzeniem, jest kolejnym czynnikiem, który pomaga stworzyć przestrzeń, aby u stołu panowały pokój i harmonia. Jedzenie jest okazją do wyrażenia miłości, która już łączy tych, którzy dzielą posiłek, a w samym dzieleniu się miłość wzajemna pogłębia się, a więź miłości się wzmacnia. Z drugiej strony, gdy któryś z czynników, przyczyniających się do tego, aby jedzenie było szczęśliwym wydarzeniem, brakuje, to odpowiednio doświadczenie wspólnego posiłku staje się dość nieszczęśliwe. Dzieląc się jedzeniem z innymi, dążymy do wzmacniania już istniejących uczuć wobec drugich oraz między nimi. Jeśli w grupie już występują napięcia i nieporozumienia, wspólne spotkanie przy jedzeniu jeszcze bardziej je pogłębia. Nie potrafię sobie wyobrazić nic bardziej nieprzyjemnego niż dzielenie się jedzeniem z kimś, z kim właśnie wymieniłam ostre słowa lub z kim nie wychodzę. Brak wolnego czasu w naszej kulturze przyczynia się do tego, że coraz trudniej jest doświadczyć takiej posiłku, który naprawdę wyraża i pogłębia więź miłości. Nasz zwyczaj jedzenia w biegu, czasami nazywany także syndromem „pożreć i zbiec”, stanowczo neguje tworzenie jedności. Jasne jest, że jedzenie razem oznacza wyrażenie i pogłębienie albo więzi miłości, albo przepaści i napięcia.

Co oznaczało „jedzenie” dla Żydów w czasach Starego Testamentu? Uważali, że jedzenie tworzy wspólnotę, że wspólny stół wprowadza również wspólne życie. Że dzielenie się jedzeniem tworzy więź z osobą, z którą się je. Izraelici rozumieli uroczysty posiłek, zwłaszcza Pesach, jako obraz nadchodzącego mesjańskiego czasu, obchodzili ten posiłek z radosnym oczekiwaniem na przyszły przyjazd Mesjasza i wieczną ucztę, w której wszyscy będą mieli udział, gdy zbudowane zostanie królestwo mesjańskie. Podczas obchodów corocznej wieczerzy paschalnej wyrażali swoim rytuałem swoje własne historyczne doświadczenie. Przypominali sobie zbawienne czyny Pana, ożywiali to wydarzenie poprzez wspomnienia i celebrowanie tego, czym stali się z woli Pana; patrzyli naprzód z pragnieniem na przyszłe wypełnienie. Nie przypominali sobie tego wydarzenia jak my tylko wspominamy historyczne wydarzenie z historii naszego kraju. Przypominali sobie to w taki sposób, że przenosili jego znaczenie do teraźniejszości. Sami stawali się uczestnikami jego trwałego znaczenia. Tego rodzaju przypomnienie nazywa się pamiątką. Wieczerza paschalna przypominała im nieustanny zobowiązanie wobec Pana, poprzez ich udział w tym posiłku przymierza. Mieli stać się tym, co celebrowali: wybranym ludem Pana. Udział w tym posiłku tworzył więź między nimi a Panem. Celebrowanie wielkiej nocy było procesem, który porywał i przemieniał zwykłych ludzi.

Zastanówmy się nad jedzeniem, jakbyśmy je przygotowywali dla rodziny lub przyjaciół. Przypomnijmy sobie, czym jest „jedzenie” i co może oznaczać, a szczególnie co oznaczało dla starotestamentowych Żydów z perspektywy tworzenia niezniszczalnych więzów z tymi, którzy biorą udział w posiłku. A potem wyobraźmy sobie to środowisko – środowisko szczególnego jedzenia – jako kontekst, w którym Jezus ustanowił eucharystię. Zastanówmy się nad tą prawdą; co Jezus chciał wyrazić o sensie eucharystii, ustanawiając ją jako jedzenie?

Eucharystia: celebracja służby i powołania do służby

Kolejnym punktem tego wykładu jest rozważanie aspektu służby. Eucharystia jest zarówno celebracją służby, jak i powołaniem do służby. Jest to celebracja służby w ten sposób: Jezus jest sługą. Całe swoje życie spędził jako sługa, a jego życie było życiem całkowitego daru dla innych. Jezus jest doskonałym odzwierciedleniem tego, jak kocha Bóg. Relacja, która łączyła go z jego Abba, wzywała go do służby innym. Jezus odzwierciedlał miłość i nadawał jej konkretną formę przez pełną miłości służbę Bożemu ludowi i znalazł prawdziwy pokój i szczęście właśnie w ofiarowywaniu siebie w szczodrej służbie. Jego prawdziwa wolność i przemiana były rezultatem oddawania siebie w doskonałej służbie, nawet aż do samej śmierci.

Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus wszystko to łączy. Całe jego życie nieprzerwanego ofiarowywania się w bezwarunkowej służbie jest podsumowane w jego darze siebie samego w eucharystii, a poprzez celebrację eucharystii Jezus kontynuuje to ofiarowywanie siebie. Przynosi całe swoje życie w obrzędzie, kondensującym i celebrującym jego życie, które było całkowitym darowaniem siebie w relacji z Bogiem, a także to, jak ta relacja prowadziła go do pełnej miłości służby dla innych. Przy każdej celebracji eucharystii wspominamy i celebrujemy służbę Jezusa – jego całkowite i pełne oddanie czy ofiarowanie siebie w miłości. Jezus był sługą Pana par excellence.

Jednak eucharystia jest więcej niż tylko celebracją miłości służby Jezusa. Jest to coś więcej niż nasze spotkanie, aby wspominać i dziękować za to, że był w rzeczy samej sługą. Celebrowanie i wspominanie, nawet bardzo pobożne, to za mało. Oprócz tego, że eucharystia jest celebracją służby, jest też wezwaniem do służby do tych, którzy celebrują. Chodzi o ten sam różnicę, jak między paradami w Rose Bowl a nowoorleańskim karnawale. Na Rose Bowl ludzie są widzami. Po prostu obserwują, jak mijają ich karnawałowe wozy, i biją brawo ich urodzie i okazałości. Moja znajoma z Nowego Orleanu była niedawno na Rose Bowl, a kiedy wróciła, na pytanie, jak podobała jej się parada, odpowiedziała: „Taka nuda, wszyscy tylko siedzieliśmy na ławkach i przyglądaliśmy się, jak parada nas mija.” Z drugiej strony nowoorleański karnawał jest czymś zupełnie innym. Wszyscy obecni mają podczas parady swoją rolę i z pasją ją przyjmują. Rola jest różna, ale każdy jest zaangażowany i bierze w niej udział. Ludzie na karnawałowych wagonach są w kostiumach i maskach i komunikują się z ludźmi na ulicach, którzy przyszli się przyjrzeć. Interakcja polega na tym, że tłum uliczny krzyczy i domaga się koralików i innych drobiazgów, które ludzie z karnawałowych wagonów rzucają. Ta wymiana i zaangażowanie każdego poprzez jego rolę wywołuje takie podekscytowanie, że wozy niemal znikają. To właśnie ta aktywna interakcja i zaangażowanie sprawiają, że parada istnieje. Wszyscy faktycznie biorą w tym wydarzeniu udział. Inny sposób, jak to zrozumieć, to wyobrazić sobie różnicę między oglądaniem sportowego meczu i ocenianiem jakości drużyny z brzegów boiska a uczestniczeniem w drużynie i dołączaniu do gry. Eucharystia nie jest tylko uznaniem, jak wspaniała jest nasza drużyna; chodzi o wniknięcie w grę i dołączenie do niej. Powiedziane teologicznie, eucharystia nie jest tylko celebracją Chrystusa jako sługi i wszystkiego dobrego, co uczynił poprzez swoją miłosną służbę i bezwarunkowe ofiarowanie siebie. Eucharystia jest również – i to jest jeszcze ważniejsze – wezwaniem i wyzwaniem dla nas, zarówno dla jednostki, jak i wspólnoty, abyśmy byli, tak jak Chrystus – sługa – i razem z nim, całkowitym darem – dla Boga i dla innych.

Pobrano z czasopisma Carmel in the World, 1998, nr 3, s. 225–231.
Z angielskiego przetłumaczyła Anna Šmilauerová.