Komu należy świat?

P. Gorazd Cetkovský, O.Carm.

Każdy z nas reaguje na określone imiona bystrą uwagą. Tak było również ze mną, gdy jakiś czas temu przeglądałem starą książkę i znalazłem w niej artykuł, który niegdyś napisał Romano Guardini. Część tekstu przetłumaczyłem i chętnie chciałbym ją zaoferować także Wam (zaznaczę ją kursywą) i dołączę moje krótkie przemyślenie.

Zgodnie z widzeniem wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańskie istnienie opiera się na nieustającym (wdrażającym się) działaniu Bożym. To działanie tworzy „święte dzieje”, które rozgrywają się wśród dziejów świata. Ich treścią jest to, że każdy chrześcijanin skrycie staje się nowym człowiekiem, skrycie nastają „nowe niebiosa i nowa ziemia”, aż do godziny, gdy Pan znów przyjdzie i wszystko będzie ujawnione. Najwidoczniejszym objawieniem tego wydarzenia jest liturgia.

Już więc domyślacie się, dlaczego przyszło mi na myśl, aby zatytułować te przemyślenia pytaniem: „Do kogo należy świat?” Należy do Boga, On jest w nim najważniejszy, On w nim działa: dzieło stworzenia, odkupu i uświęcenia. Dzieło Boże, opus Dei. On powoduje świtanie i daje nowy dzień, On żywi wszystkie stworzenia, On obdarza wiarą i łaską, On prowadzi do modlitwy i wlewa swojego Ducha, On, On, On. Tak o tym śpiewa psalmista, tak to brzmi z hymnów liturgii godzin, skomponowanych w późnej antice, tak o tym mówią święci oraz prości święci ludzie niekanonizowani.

W nowoczesności to się zmieniło. Nowoczesność już, a dotyczy to również ówczesnych wierzących, nie postrzega świata jako dzieła, które bezpośrednio pochodzi z Bożej ręki, lecz jako coś, co wprawdzie stworzył Bóg, ale co teraz biegnie według własnych praw. I to także odpowiada temu, że ciężar życia religijnego od tajemnic napełnionego Bożego działania w świecie, zmierzającego ku końcowi, gdy wszystko będzie ujawnione, odwraca się do wewnątrz, do rozmyślania, odczuwania i myślenia jednostkowego człowieka. Liturgia już nie jest najważniejszym miejscem wydarzeń i stale jaśniejącym objawieniem owoców tych „świętych dziejów”, lecz jest postrzegana jako środek służący edukacji.

Przedmiotem uwagi i domniemanym centrum wydarzeń staliśmy się my sami. Nie musi to być zawsze jakiś prymitywny i zarozumiały ateizm, najczęściej mamy do czynienia „tylko” z ateizmem praktycznym, który nie neguje Boga, lecz z Nim się nie liczy. „Świat należy do nas” (ten slogan pożyczam od Voskovca i Wericha, zupełnie nie polemizując z ich filmem o tej samej nazwie). To my jesteśmy teraz w centrum wydarzeń. Rano oznacza to przebudzenie do naszych zmartwień, do naszego pośpiechu, my planujemy to czy owo, musimy się pomodlić, nie możemy zapomnieć o wielu rzeczach i chętnie byśmy pomogli tam czy onde i spotkali się z tym czy owym człowiekiem, służyli mu, musimy dobrze rozplanować nasze siły, a także jeśli to możliwe, chcielibyśmy gdzieś zdążyć na mszę. Nic z tego nie jest złe, należy to do naszego życia, jest to niezbędne, cenne i piękne. Ale jeśli w tym brakuje Jego, uwagi względem Boga, zwrócenia się ku Niemu, oddania, dążenia do stabilnego i trwałego związku z Nim, bardzo się przy tym wszystkim ubogacamy.

Ale wydaje się, że jakiś czas temu nastąpiła zmiana. Pewność nowoczesnego obrazu świata została zachwiana. Człowiek teraz postrzega także to, co w jego istnieniu zostało zepchnięte na dalszy plan, doświadcza, że nie wszystko wydarzenie można przewidzieć i że nie dostrzega granic tego, co jest w stanie osiągnąć. Rzeczywistość jest doświadczana w sposób elementarny i maleje znaczenie samej wiedzy i przeżycia. Decydujące w pytaniu o Boga nie jest to, jak my o Bogu potrafimy myśleć lub Go odczuwać, ale to, jak On sam świadczy o sobie i jak postępuje w życiu wierzących. Wydaje się, że przyszłość chrześcijańskiego istnienia zależy od tego, w jakim stopniu człowiek nauczy się w tak intensywnie rzeczywistym świecie dostrzegać Boga, wykonującego swoje dzieło: dostrzegać Boga jako jeszcze potężniejszego i jeszcze bardziej realnego niż nasz świat; złożyć świat ponownie w Boże ręce i postrzegać siebie samego jako owoc Bożego twórczego działania.

Czy to nie przypomina Wam karmelitańskiego nacisku na kontemplacyjną modlitwę? Mnie to pragnienie, wyrażone pięknym obrazem: „złożyć świat ponownie w Boże ręce”, bardzo współbrzmi z ideałami Karmelu. Romano Guardini mówi dalej, że wspomniana zmiana w spojrzeniu na świat objawia się także tym, że zamiast przeceniania myślenia spekulacyjnego, obecnie uzyskuje się nowy szacunek dla odczuwania zmysłowego i postrzegania świata. Prawdziwe poznanie rzeczywistości i kontakt z nią nie są sprawą polegania na skomplikowanych abstrakcyjnych pojęciach. Aby prawdziwe poznanie rzeczywistości mogło się dokonać, muszą się jej dotykać wszystkie zmysły i całe istnienie człowieka, nie tylko jego rozum. Tylko tak człowiek może pojąć rzeczywistość w całej jej szerokości, głębokości i wysokości.

Tym nabiera liturgia zupełnie nowej pilności. Jej zadaniem nie jest wyjaśnianie nauki wiary, kształcenie uczuć ani pośredniczenie w pobożnych estetycznych przeżyciach. Liturgia jest żywym wydarzeniem, w którym Boża władza ukazuje się oczom, uszom, rękom człowieka. Jest przestrzenią bycia, do której człowiek jest przyjęty i [w której] jest przekształcany w nowe życie. Liturgia jest przede wszystkim działaniem. Kluczowym elementem w niej jest wydarzenie. Jednostka jest zaproszona do tego wydarzenia. Na tej podstawie zyskuje samoudzielenie.

Romano Guardini opublikował ten artykuł, z którego cytuję, po raz pierwszy w 1942 roku.1 Wiele się od tego czasu zmieniło, wiele z pewnością czytaliście sformułowane później przez innych autorów w sposób bardziej dostępny. Ale ponieważ liturgia jest codziennym lub przynajmniej niedzielnym chlebem nas wszystkich, jestem szczerze wdzięczny za to przypomnienie jej podstawowego spojrzenia na świat. Świat należy do Boga, to On w nim wciąż wykonuje swoje dzieło. A my swoją liturgiczną modlitwą to jego dzieło postrzegamy, chwalimy je i angażujemy się w nie. Z uważną i żywą wiarą, którą staramy się zachować także w całym pozostałym czasie, gdy „niosimy ciężar dnia i upału” (z Mat 20,12).