Pange lingua, czyli Chwalcie usta

P. Gorazd Cetkovský, O.Carm.

Rok eucharystii, ogłoszony przez naszych biskupów, może być okazją nie tylko do nadzwyczajnych działań, ale także do bardziej uważnego odbioru naszej „ciągłej” eucharystycznej pobożności, a dokładniej: naszej modlitwy do Chrystusa obecnego w tajemnicy Jego Ciała i Krwi. Wpadło mi w tym roku na myśl, aby z okazji wspomnienia św. Tomasza z Akwinu bardziej szczegółowo przyjrzeć się tekstowi znanego hymnu, skomponowanego przez tego świętego dla nowo wówczas wprowadzanego święta Bożego Ciała. I tymi moimi refleksjami chcę się z wami teraz podzielić.

Pierwszymi słowami swojego hymnu Tomasz odniósł się do starożytnego hymnu Pange lingua gloriosi proelium certaminis, który około roku 570 napisał Wenancjusz Fortunatus.1 Hymn św. Tomasza zaczyna się słowami Pange lingua gloriosi corporis mysterium i do dziś należy do nieszporów uroczystości Ciała i Krwi Pańskiej. (U nas zachowano go w dominikańskim wydaniu Liturgii godzin. W przeciwieństwie do tego powszechnie używane czeskie wydanie Modlitwy dziennej Kościoła, przygotowane przez sekretariat Czeskiej Komisji Liturgicznej, w miejsce tego hymnu w nieszporach wspomnianej uroczystości wstawia barokową pieśń Chwal, duszo bohabojna, o której również się wspomnimy.) Ponadto ten hymn św. Tomasza wykorzystujemy jako pieśń kościelną i znajdziemy go w Kancjonale zarówno w oryginalnym łacińskim tekście (pod numerem 705), jak i w czeskim tłumaczeniu pod numerem 704. Tłumaczenie zaczyna się słowami: Chwalcie usta. W tej mojej refleksji nie chodzi mi o szczegółową analizę wiersza Tomasza, lecz jedynie o uważniejsze dostrzeganie i podkreślenie myśli, które zawiera oryginalny tekst oraz jego czeskie przetłumaczenie, i od których możemy się odbić w naszej modlitwie, niezależnie od tego, czy jest śpiewana, czy recytowana, czy podczas wewnętrznej modlitwy nad tym tekstem.

Święty Tomasz spogląda na tajemnicę eucharystii i zaczyna o niej śpiewać z wielką czcią. Wie, że ma przed sobą „tajemnicę”, że chodzi o Ciało „wzniosłe” i Krew „najdroższą”. Cześć jest podstawą każdej relacji. Bardzo trudno, a może nawet niemożliwe, jest kochać kogoś, kogo się nie szanuje. I w swojej karmelitańskiej próbie nauczenia się modlitwy często powtarzamy: każdą modlitwę dobrze jest zaczynać od aktu czci. Tak więc i tutaj wyznajemy, że przystępujemy do godnej czci tajemnicy i chcemy swoim śpiewem przyjąć wewnętrzną postawę chwały.

Wierzymy, że w eucharystii obecny jest Chrystus, że chodzi o Jego Ciało i Krew. Tekst łaciński zawiera wzmiankę, której czeskie tłumaczenie nie ujęło, mianowicie, że przez krew Jezusa zostaliśmy wykupieni: ona jest ceną za zbawienie świata! (Czeskie tłumaczenie uważam za piękne i bardzo udane, a jeśli tu wskazuję na jego odchylenia od oryginalnego tekstu łacińskiego, nie chodzi o krytykę, lecz o chęć zainspirowania się oboma wersjami wiersza w możliwie najbogatszym bogactwie myśli.)

Po wezwaniach do chwały (w pierwszej strofy) poeta najpierw przedstawia naszej myśli (na początku) tajemnicę wcielenia Chrystusa i Jego ziemskiego życia. Interesujący jest tu nacisk na początkowe słowa „nam był dany i nam się narodził” – czyli my jesteśmy adresatami tego wydarzenia, z powodu nas, na nasze dobro Zbawiciel przyszedł. Uważam, że ta sama uwaga kryje się za słowami „sil tutaj ziarno prawdy swej”, mianowicie że Jezus siać, szerzyć wiadomość o przyjściu Królestwa Bożego. Siewca rzuca ziarno, wypuszcza je z ręki, daje. A więc: nam był dany i sam żył rozdawaniem. Tym samym wypełnił „swoje ziemskie życie”! A to wieczne dawanie Jezus „wspaniałym porządkiem zwieńczył”, według łaciny „cudownie zamknął”. Kiedy i jak? O tym będzie śpiewać trzecia strofa: przy Ostatniej Wieczerzy.

Warto doprecyzować wyobrażenie, że Jezus z apostołami tę wieczerzę „spożywał według zwyczaju”. Łacińskie brzmienie wyraża, że wieczerza miała miejsce nie według jakiegokolwiek zwyczaju, ale całkowicie wiernie według postanowienia Mojżeszowego Prawa. Jezus z uczniami spożywał pokarmy, które były przepisywane przez prawo (konkretnie: baranka i chleby przaśne), ale nadał im zupełnie nową treść: „za pokarm samego siebie dał”. Przy czym łaciński oryginał tu używa poruszającej konkretności i mówi, że Jezus w tej chwili: „swoimi rękami daje siebie”. Dodajmy: tak to przecież sam uczniom komentował: „Weźcie, to jest moje ciało, to jest kielich mojej krwi...”.

Następna czwarta strofa jest pewnym teologicznym rozważaniem nad tym, co Jezus uczynił podczas Ostatniej Wieczerzy, jak to zostało właśnie opisane. Zaczyna się poetyckim podsumowaniem kontrastów, tak ulubionych w poezji średniowiecznej: „Słowo w ciele słowu daje moc chleb w ciało przemienić”. Następnie święty Tomasz wyraża myśl, która prawdopodobnie była mu drogie w kontekście eucharystii, ponieważ wspomina ją jeszcze raz w strofach następnej: tajemnica przemiany chleba i wina w Ciało i Krew nie jest dostępna naszemu zmysłowemu poznaniu. Oczami widzimy, dotykiem, węchem i smakiem czujemy nadal chleb i wino. „Pan jest zmysłom ukryty”. Do poznania, że chodzi o Ciało i Krew, prowadzi nas wiara (w prawdziwość słów Chrystusa). Dosłownie w łacinie „czysta wiara” lub ładnie w czeskim tekście: „wiara sama wystarcza, by serce czyste przekonać”.

Przy czym „czystość” serca (w łacinie: prostota) tu jawnie stanowi ważny warunek. Człowiek obciążony oporem, pychą, apriorycznymi zastrzeżeniami domaga się dowodów, chce być przekonany niejako „siłą”, ale Jezus tego nie czyni... Sercu prostemu wiara wystarcza, aby w eucharystii przyjąć Pana.

monstrance

Po opisie wydarzenia w wieczerniku i po teologicznym rozważaniu nad nim w piątej strofie zmienia się skupienie utworu: zamiast narracyjnego tonu pojawia się zachęta do modlitwy, wezwanie do tego, co mamy zatem uczynić, jak reagować. To słowo „więc”, po łacinie „ergo” (które często pożycza się też w mowie potocznej czeskiego, aby długie mówienie zakończyło się klarownym wnioskiem lub aby przejść od słów do czynów), w czeskim brzmieniu wypadło. Ale łaciński tekst tu wykazuje odpowiednią konsekwencję. W sensie: skoro to tajemnica tak wielka, to zatem (= wyciągnijmy z tego wniosek) „z czołami pokornie skłońmy kolana”, kłaniajmy się. Kłanianie się jest postawą, którą liturgia zarezerwowała tylko dla Boga. Ten zdecydowany ton tekstu nabrał dopiero w czeskim, łacina mówi o czci, co ma ogólniejszy sens.

Przyznam się, że wyrażenie „starożytna bohosłużba” w moim osobistym odczuciu wywołuje – może pod wpływem innych pieśni kancjonałowych – podświadome wyobrażenie okresu wielkomorawskiego. Rozumie się tu jednak starotestamentowa bohosłużba lub bezpośrednio starotestamentowy przymierze między Panem a Jego ludem. A to teraz Chrystus zastępuje rzeczywistością nową. Zamiast żydowskiej wieczerzy paschalnej my, uczniowie Jezusa, wciąż zbieramy się do eucharystii i świętujemy ją na pamiątkę Jezusa, a nie jako przypomnienie wyjścia Izraelitów z Egiptu.

Powtarzając myśl, którą już wspomnieliśmy: „uzupełnij słyszenie, które słabnie, wiarą”, czeski tłumacz i poeta dodał jeszcze miłość: „wiara z miłością związana”. W łacińskim oryginale nie znajdziemy tego, niemniej nie możemy powiedzieć, że to był nieodpowiedni dodatek. Zauważmy, że we wstępie wymieniona pieśń barokowa Chwal, duszo bohabojna również opisuje wydarzenie Ostatniej Wieczerzy i wspomina także o tej niedostateczności naszych zmysłów w poznaniu obecności Chrystusa w tej tajemnicy.

Czego wzrok bystrości
nie możemy ujrzeć
ani naszą mądrością
dobrze pojąć,
Bóg swoją wszechmocą
może uczynić,
a także w przyszłości
chce to też czynić.

Tutaj autor tekstu dodatkowo podkreśla Bożą wszechmoc. Ta przecież jest wystarczająco potężna, by spowodować taki cud, a nawet, aby go powtarzać na nowo (tj. ilekroć odprawia się mszę). Jednak w tej pieśni brakuje wskazania na wiarę, która ma zasadnicze znaczenie dla nas, abyśmy my ze swojej strony odpowiednio przystępowali do tajemnicy eucharystii.

Zakończenie szóstej strofy oddaje chwałę Trójcy Bożych Osób. To odpowiada ustalonemu zwyczajowi starych liturgicznych hymnów. Nagromadzenie synonimów chwały: „chwała, cześć, dziękczynienie” jest nam już współczesnemu wyrażaniu dość obce, niemniej jednak poezja często się do tego odwołuje, a w wielu miejscach zdecydowanie także Pismo Święte (przypomnijmy np. kantyk w nieszporach z Ap 5,12). Tutaj wspomnę jeszcze jeden osobisty odczucie: przyłapałem się na tym, że słowa zachęcające do tego, by „chwała gorliwa” brzmiała Ojcu i Synowi „bez ustanku”, na mnie działają statycznie i właściwie zdradziecko. Jeśli coś brzmi przez całą wieczność, nie muszę się o to zbytnio troszczyć, nie zależy od poszczególnych chwil. Ale nic takiego w łacińskim oryginale nie ma, a wezwanie poety ma dokładnie przeciwny ładunek: teraz – w chwili, gdy masz przed sobą lub w sercu tajemnicę Ciała i Krwi (po świętej komunii), i po tym, co uświadomiliśmy sobie do tej pory – teraz właśnie ma z twoich warg wytrysnąć chwała! Spontaniczna, „gorliwa”, potężna.