Teologowie napisali wiele o Wcieleniu jako centralnym momencie naszego odkupienia i szczytowym momencie w dramacie historii zbawienia. Rzadko jednak zastanawiamy się nad podstawowym sensem tej nauki, że bowiem i Bóg zna uczucie zimna, zmęczenia, głodu i bólu, ponieważ także On przyjął ciało.
Chrystus musiał poznać, co to znaczy wstawać z sztywnością i bólem do mglistego, ponurego poranka, musiała go boleć głowa i zęby, plecy i kości, musiał przeżywać chwile niepokoju, nerwowości i innych trudności. Sam poznał – począwszy od ciemności matczynego łona i kończąc na ciemności grobu, przez dzieciństwo i męski wiek aż do ostatniej długiej agonii umierania – co to znaczy żyć w owej garści gliny, czuć chłodny dotyk matczynej dłoni na rozpalonym czole, posmakować soli potu i łez, słyszeć muzykę i śpiew ptaków, ale też najcięższe zniewagi, potykać się i upadać, być pokrytym siniakami, stłuczeniami i ranami. W końcu prosił, tak jak często my sami, aby został oszczędzony dalszych prób i cierpień.
Poznał Bóg mimo wszystko, że ciało człowieka jest dobre, jak powiedział w pierwszych dniach stworzenia? Myślę, że tak. A w tym ciele także osiągnął nasze odkupienie.
(Walter J. Ciszek SJ /1904–1984/, On mnie prowadzi, 9. rozdział)