Biblia i Karmel

Wojciech od św. Jadwigi OCD

Drugi sobór watykański przypomina nam m.in. o dwóch rzeczach: abyśmy w duchowości wracali do Pisma Świętego jako do źródła życia duchowego oraz aby wspólnoty zakonne w swojej praktyce życiowej na nowo inspirowały się przykładem swoich założycieli.

W przypadku wspólnot zakonnych Karmelu te dwa wezwania są w harmonii, ponieważ pustelnicze początki zakonu mają wyraźnie biblijny charakter. Skąd się wziął i jak przejawiał się ten biblijny charakter Karmelu?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy cofnąć się do Europy XI i XII wieku i starać się przeniknąć pobożność, która żywiła wierzących tamtego czasu. Spekulacje teologiczne koncentrowały się na Jezusie Chrystusie, a dokładniej: na lepszym zrozumieniu tajemnicy eucharystii oraz refleksjach o przyczynie wcielenia Chrystusa i o odkupieniu. To miało następnie wpływ na pobożność wszystkich warstw społeczeństwa, a tę pobożność można charakteryzować jako chrystocentryczną z coraz większym zainteresowaniem ludzkim obliczem Chrystusa i Jego ziemskim życiem. Stąd naturalne jest, że ta duchowość zaczęła bardziej zwracać się ku Pismu – podstawowemu źródłu wiedzy o tych tematach.

Ta duchowa orientacja była tak silna, że odbiła się również w zewnętrznych wydarzeniach. Należy pamiętać, że mówimy o wiekach krucjat, które były motywowane pragnieniem uwolnienia Grobu Bożego i udostępnienia Ziemi Świętej gorliwym pielgrzymom. Krucjaty z kolei wspierały i zwiększały zainteresowanie Ziemią Świętą, a tym samym także Pismem.

Trzecim źródłem zainteresowania Biblią stała się pewna „renesans” pustelnictwa, która była prawdopodobnie reakcją na upadek monastycyzmu – niemal wyłącznej formy życia konsekrowanego. Europa zaczęła wypełniać się pustelnikami, którzy poszukiwali opuszczonych miejsc, gdzie mogliby uciec ze świata. Oczywiście, wzorem byli dla nich duchowi ojcowie z pierwszych wieków chrześcijaństwa, którzy żyli na pustyni. Dlatego nie jest dziwne, że ich duchowość, podobnie jak duchowość duchowych ojców z pustyni, była jednoznacznie biblijna.

To trojakie dziedzictwo: chrystocentryczna pobożność, krucjaty i skłonność do pustelnictwa, nasi pierwsi ojcowie na pewno przynieśli ze sobą do Ziemi Świętej. Wszak byli oni również ludźmi z krwi i kości oraz dziećmi swojej epoki. Naturalnym jest, że tutaj, w miejscach, które związane były z biblijnymi opowieściami, biblijny rys ich pobożności wzrastał.

Jak się to przejawiało i rozwijało? Pierwszym dokumentem, na którym możemy to zaobserwować, jest reguła. Można powiedzieć, że niemal w całości została ona złożona z biblijnych cytatów. Różni autorzy podają różne liczby, więc zadowólmy się stwierdzeniem, że na czterech stronach tekstu znajduje się 45–77 biblijnych cytatów, jeśli odrzucimy domniemanie niektórych ekspertów, że każde słowo ma przynajmniej w pewnym stopniu przypominać biblijne miejsca. Jednak o wiele ważniejsza dla nas jest zawartość tej reguły. W kwestii tego, jakie jest jej główne przesłanie, panuje jednomyślna zgoda – chodzi o dwie myśli:

1) „Niech wszyscy pozostają w swoich celach i dniem i nocą rozważają Prawo Pana” i

2) „Niech Słowo Boże obficie mieszka w waszych ustach i sercach, a cokolwiek czynicie, niech się dzieje zgodnie z Słowem Pana”.

Na obu tych miejscach uwaga jest skierowana na intymną znajomość Biblii, ale również na intymny związek z Pismem.

W centrum każdej wspólnoty pozostaje postać założyciela. Karmel, który nie zna swojego, przenosi swoją uwagę na inne dwie postacie i przypisuje im dla swojej duchowości nie mniejszą wartość, niż mają dla innych wspólnot ich założyciele. Są to tzw. archetypy – wzory życia i jednocześnie osoby blisko związane z każdym członkiem wspólnoty. Eliasz i Maria. Jak nie czcić i nie żyć według przykładu wielkiego proroka, żyjąc na górze, gdzie działał, i prowadząc życie, które mu tradycyjnie przypisywane? Jak nie czcić i nie żyć według wzoru Matki Bożej, skoro Nazaret jest tak blisko, zarówno topograficznie, jak i duchowo. Zainteresowanie tymi dwiema postaciami oczywiście od początku prowadziło i wciąż prowadzi do tekstów, z których można je bliżej poznać – do Pisma Świętego. A zatem znajomość Pisma Świętego rozwijała kult Proroka i Panny, a z kolei związek z Prorokiem i Panną rozwijał znajomość i miłość do Pisma.

Jednak zdecydowanie najważniejszym czynnikiem dla rozwoju biblijnego charakteru Karmelu był jego sposób modlitwy, który jest sercem charyzmatu zakonu. To „rozważanie dnia i nocy Prawa Pana” nie miało dla naszych przodków innego znaczenia, jak medytacja na wzór ojców pustyni – medytacja pierwotnie wschodnia, którą chrześcijański Zachód obdarzył św. Jan Kassián. O co chodzi?

To rytmiczne powtarzanie biblijnych wersetów. Ta praktyka zajmowała pustelnikowi większość dnia, podczas którego niejednokrotnie zatrzymywał się przy jednym jedynie zdaniu czy kilku słowach. W ten sposób można osiągnąć „wiele”: harmonizację rytmu serca z zewnętrznym zachowaniem, a tym samym taką skupienie, które przekłada się na spokój i porządek wnętrza w zewnętrznym działaniu; intymne poznanie Pisma Świętego; zajmowanie się zbyt żywą wyobraźnią bez rezygnacji z modlitwy; przedłużenie modlitewnej atmosfery nawet w chwilach, kiedy trzeba poświęcić się czemuś innemu… Tę modlitwę znamy w uproszczonej formie pod nazwą modlitwy Jezusowej, gdzie powtarzanym zdaniem jest wołanie: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną grzesznikiem.” Także w religiach wschodnich istnieje podobna praktyka polegająca na nieustannym powtarzaniu jednego słowa. Ta mantra, mimo że różni się swoją mentalnością, motywacją i sposobem przeżywania, ma jednak wyraźne pokrewieństwo.

Wierzę, że podobnie wyglądała modlitwa pierwszych karmelitów, która ma nam dzisiaj wiele do powiedzenia nawet w naszych trudnościach z medytacją, zatem sądzę, że w tej czy innej formie może dla nas być alternatywną „metodą” modlitwy w kontekście przykładu św. Teresy od Jezusa czy św. Jana od Krzyża.

Czym było Pismo Święte dla pierwszych karmelitów i czym może być dla nas? Jest przede wszystkim źródłem modlitwy, zarówno jako jej inspiracja, myślowe źródło (o co i jak mamy się modlić) i teologiczna podstawa, jak również możliwością „Bożej odpowiedzi” (pod którą nie wyobrażam sobie ani nieco uproszczonej i czasami mylącej formy otwierania Pisma w losowym miejscu w pragnieniu poznania Bożej odpowiedzi na konkretne pytanie, ale raczej szukania Bożego Ty w kontekście całej teologii biblijnej, w kontekście ducha Pisma).

Jest również potwierdzeniem autentyczności naszej modlitwy – wskaźnikiem, obiektywną normą, aby nasze życie było rzeczywiście rozwojem osobowości i relacji z Panem, a nie dewiacją, odchyleniem i deformacją.

A na koniec, może być inspiracją dla zrozumienia i przeżywania całej naszej duchowości. Nie tylko możliwe, ale bardzo użyteczne jest rozwijanie i pogłębianie poszczególnych elementów naszej duchowości (czy to wspomnianych archetypów – Eliasza i Panny Marii, modlitwy kontemplacyjnej, życia w Bożej obecności, samotności, milczenia, wspólnoty czy apostolatu modlitwy i prowadzenia do modlitwy) w duchu Pisma, studiując teologię biblijną i duchowość biblijną.

I nie mogę zakończyć inaczej, jak zadając sobie i Wam pytanie: co z tego mogę, chcę i przeżywam ja?