Nowi błogosławieni: Ludwik Martin i Zélie Martin.

Rodzice świętej Teresy od Dzieciątka Jezus i Świętej Twarzy

S. Milada od Zbawiciela świata, OCD

Aby Teresa mogła osiągnąć pełnię i doskonałość istnienia, nie potrzebowała szczególnych objawień ani wyrwania (por. AS 161).1 Ważne dla jej religijnego myślenia było natomiast to, co poznała z naturalnego doświadczenia. Teresa widziała w rzeczach opowieści o Bogu i wszystko prowadziło ją do Niego. Miała znakomity talent obserwacyjny, w każdym dostrzegała podobieństwo. Codzienna rzeczywistość była dla niej symboliczną odpowiedzią Ojca na jej oczekiwania, w niej szukała duchowego pouczenia o sobie i o swoim życiu. Relacje i proste wydarzenia, które ją spotkały, często rozbudowywała do nieskończoności. W ten sposób szukała Boga, Jego oblicza.

W tym względzie najintensywniej oddziaływała na nią miłość ojca i matki, tutaj najwięcej stosowała to rozszerzanie. Jeśli później mogła powiedzieć: „Bóg jest delikatniejszy niż matka,” (AS 166) i „tak słodko nazywać dobrego Boga naszym Ojcem” (CS 81), to tylko dzięki temu, że w nadprzyrodzonym świecie stosowała to, co w jakiś sposób przeżywała już naturalnie.

Dlatego wielu autorów jest przekonanych, że za naukę duchowego dzieciństwa w dużej mierze zawdzięczamy Ludwikowi i Zélii Martinowemu. Należy im się wdzięczność za to, że żyli swoim chrześcijańskim powołaniem tak wiernie i pokazali Teresie prawdziwy obraz Boga, który jest więcej niż ojciec i matka.

Jeśli zatem ogólnie przyjmuje się zasadę: gdy chcemy poznać drugiego człowieka, musimy zapoznać się ze środowiskiem, w którym dorastał, i z jego rodzicami, tym bardziej dotyczy to św. Teresy z Lisieux.

Ludwik Martin

Ojciec św. Teresy z Lisieux bł. Ludwik Martin

Ludwik Józef Alojzy Stanisław Martin urodził się w Bordeaux 22.08.1823 w rodzinie kapitana francuskiej armii Piotra Franciszka Martina (1777–1865) i Marii Anny Fanie Boureau (1800–1883). Rodzice mieli trzy córki i dwóch synów, Ludwik był średnim dzieckiem. Żadne z jego rodzeństwa nie dożyło starszego wieku.2 Kiedy miał siedem lat, Martinowie przenieśli się do Alençon. Ludwik dorastał w zdrowo chrześcijańskim, wojskowo surowym środowisku. Uczył się zegarmistrzostwa i złotnictwa. Jako dwudziestoletni odwiedził Bazyleę, Berno i na dłużej został w Strasburgu, gdzie doskonalił swój zawód.

W 1845 roku w drodze przez Szwajcarię i południową Francję wyraźnie pokazał, jak pragnął wypełnić swoje życie – odwiedził klasztor na wysokości 2472 m na górze św. Bernarda, który został założony dla augustiańskich kanonników przez św. Bernarda z Aosty (Menthonu) w XI wieku. Życie tamtejszych mnichów skupiało się na modlitwie i służbie bliźnim – pielgrzymom i podróżnym. Jednak Ludwik Martin został odrzucony przez przeora z powodu nieznajomości łaciny, która była niezbędna do nauki filozofii i teologii. Po powrocie do domu, choć zaczął uczyć się łaciny i greckiego, zachorował i musiał na długi czas przerwać naukę. Widział w tym palec Boży i po wyzdrowieniu zrezygnował ze swojego zamiaru.

Powrócił do rzemiosła zegarmistrzowskiego i z tego względu odbył praktykę w Paryżu, która wydłużyła się do trzech lat. Regularnie odwiedzał tam kościół Matki Boskiej Zwycięskiej. W 1850 roku wrócił do Alençon, uniezależnił się od rodziców i otworzył sklep z zegarami i biżuterią na ulicy Pont Neuf. Ten dom z przylegającym małym ogrodem zamieszkiwał później razem z żoną i dziećmi aż do 1871 roku.

Jego charakter

Niektórzy autorzy charakteryzują Ludwika Martina trochę pejoratywnie jako idealistę, marzyciela, romantyka, zamyślonego samotnika i jako człowieka bez poczucia codziennej rzeczywistości. Nawet jeśli tak by było, pewne jest (co dostrzegamy także w opisie Teresy), że w ramach swojego temperamentu osiągnął niezwykłą ludzką i moralną dojrzałość.

Lubił i często podróżował, był wrażliwy na piękno przyrody i sztuki. Po nim Teresa odziedziczyła pasję do rodzinnej ziemi, kwiatów i łąk, pochmurnego nieba, gwiazd i morza. Jego szczególną radością było łowienie ryb. Spędzał długie godziny nad brzegiem rzeki Arny. Jeszcze przed ślubem miał okazję zdobyć w pobliżu rzeki teren zwany Pavilonem.3 Od razu go kupił. Ten teren odgrywał później szczególną rolę w życiu rodziny Martinów.4 Pan Martin urządził go według swojego gustu. Pewna szlachetna kobieta, panna Felicita Baudouin, która pomogła mu zorganizować jego warsztat zegarmistrzowski i złotniczy, obdarowała go także figurką Matki Boskiej, wykonaną na wzór znanego rzeźbiarza Bourchandona.5 W ogrodzie Pavilonu ten 90 cm wysoki posąg zajął honorowe miejsce.6

Uwielbiał muzykę i podczas rodzinnych uroczystości chętnie śpiewał piosenki lub recytował wiersze swoich ulubionych autorów. Dzięki swojej dobrej pamięci potrafił opowiadać swoim córkom wiele drobnych historii i wesołych anegdot. Potrafił naśladować śpiew ptaków i gesty oraz intonację osób, o których mówił. Teresa przejęła po nim tę umiejętność naśladowania, ale niestety nie obdarzono jej podobnym wspaniałym głosem. Tata miał także zdolności plastyczne, które również odziedziczyły jego córki – zwłaszcza Paulina, Celina i Teresa. Podczas wycieczek często zachęcał swoje dzieci do rysowania.7

Miał artystyczną duszę. Kochał swoje rzemiosło, które wymagało wielkiej precyzji i skupienia na drobnych elementach. Nawet swoje córki nazywał czułymi przydomkami: Maria była „diamentem”, Paulina „szlachetną perłą”, Leonie była „dobrą Leonie”, Celina „aniołem stróżem”, Teresa stała się dla niego „królewną”, do której należą wszystkie skarby. Bycie „królową” oznaczało mieć nieograniczoną władzę nad jego sercem.

Pan Martin pragnął ciszy i chętnie wycofywał się w samotność, aby medytować. W Buissonnetach urządził sobie pokoik, prawdziwą pustelnię, celę tylko do modlitwy, lektury i rozmyślania – wysoko na poddaszu, do którego nie mogły wchodzić nawet jego córki, chyba że na duchowe rozmowy i porady w sprawach sumienia. Po śmierci swojej żony podzielił dzień według wzoru klasztornego. Jego przyjaciel, jezuita o. Pichon, mówił o nim, że jeszcze jako wdowiec, ojciec dziewięciorga dzieci, sprawiał wrażenie na świecie zagubionego mnicha. Był bardzo wrażliwy – podczas swoich codziennych wizyt w Najświętszej Eucharystii często płakał.

Do swoich 35. urodzin jego życie wypełniał handel, wędkarstwo, wizyty w kościele i praca w dobroczynnym stowarzyszeniu. O kobietach nie myślał.

Zélie Martin

Matka św. Teresy z Lisieux bł. Zélie Martin

Zélie Maria Guérin urodziła się 23.12.1831 w Saint-Denis-sur-Sarthon, również w rodzinie oficerskiej. Małżonkowie Izidor Guérin (1789–1868) i Luiza Jana Macé (1804–1859) mieli troje dzieci. Najstarsza była Maria Luiza (1829), która w wieku 29 lat wstąpiła do zakonu Nawiedzenia w Le Mans (1858) jako siostra Maria Dositea,8 o dwa lata młodsza była Maria Zélie (1831), a o kolejnych dziesięć lat młodszy był syn Izidor.

Gdy Zélie miała dwanaście lat, przenieśli się do Alençon. Jej dzieciństwo nie było zbyt szczęśliwe. Między siódmym a dwunastym rokiem życia była ciągle chora, cierpiała na bóle głowy. Jeszcze bardziej jednak dręczył ją brak miłości i czułości w rodzinie. Rodzice byli wprawdzie uczciwymi ludźmi, mieli poczucie obowiązku i pobożności, ale byli surowi. Panowanie i zrzędliwość ojca Guérina mimowolnie wpływały również na jej matkę. Zélie przeżywała głębokie cierpienie duchowe. Z podobną wrażliwością i zdolnością do głębokich emocjonalnych przeżyć możemy się później spotkać również u jej dzieci. Ona jednak unikała błędów swoich rodziców.

O bólu przeżytym w dzieciństwie wspomniała w jednym liście do brata: „Moje dzieciństwo i młodość były ponure jak pogrzebowy płaszcz, ponieważ choć ciebie matka rozpieszczała, wobec mnie, jak wiesz, była bardzo surowa; choć była tak dobra, nie wiedziała, jak się ze mną obchodzić, a ja przez to w głębi serca bardzo cierpiałam!”9

Brat Izidor zawsze miał u rodziców pierwszeństwo, był rozpieszczany, mimo to Zélie przez całe życie zachowała do niego szczególną sympatię. Pewne wyważenie znajdowała u siostry Marii Luizy, z którą bardzo się rozumiała i która stała się jej powiernicą. Obie zaczęły uczęszczać do wyższej szkoły sióstr Najświętszego Serca Jezusowego i Marii (podczas gdy Izidor uczęszczał do gimnazjum).

W szkole u sióstr Zélie otrzymała bardzo dobre wykształcenie literackie. Kiedy później wspominała lata szkolne, napisała: „Moje wypracowania były tak dobre, że otrzymywałam za nie pierwszą nagrodę. Z 11 zawsze 10 moich wypracowań było najlepszych. W innych przedmiotach również należałam do najlepszych uczennic wyższych klas.”10 Oprócz tego bardzo pogłębiła też swoje życie religijne.

Ona także pragnęła poświęcenia się Bogu. Ze swoją aktywną naturą chciała oddać swoje życie na służbę chorym i wstąpić do wincentynek w szpitalu w Alençon. Przełożona jednak po dłuższej rozmowie nieodwołalnie stwierdziła – prawdopodobnie z powodu jej słabego zdrowia – że wstąpienie Zélie do zakonu nie zgadza się z wolą Bożą. Zélie na to odpowiedziała modlitwą: „(Jezusie,) jeśli nie jestem godna być twoją narzeczoną, to chcę wyjść za mąż, aby wypełnić twoją świętą wolę. Proszę Cię, daruj mi wiele dzieci i spraw, aby wszystkie Ci się poświęciły.”11 Ten zamiar poprowadził ją do małżeństwa. Prosiła o księdza, misjonarza, o świętych, którzy by zastąpili jej poświęcenie w zakonie. „Zawsze pragnęłam mieć dużo dzieci, aby mogła wychować je dla nieba.”12 Dziewięciokrotnie – w dziewięciu ciążach – żywiła tę nadzieję. U wszystkich pięciu jej dzieci, które dożyły dorosłości, to wytrwałe macierzyńskie pragnienie spełniło się, jednak dopiero po jej śmierci. Tylko u swojej ulubionej drugiej córki Pauliny mogła jeszcze zobaczyć i wspierać przywiązanie do życia zakonnego.

Ponieważ sytuacja finansowa rodziny Guérin była skromna, Zélie była zmuszona sama zacząć zarabiać na siebie. Modliła się, jaką drogę obrać, aby wypełnić wolę Bożą. 8. grudnia 1851 roku otrzymała natchnienie, aby spróbować zajmować się koronką alençońską. Przez całe życie uważała tę decyzję za bezpośrednie natchnienie Matki Bożej. Zaczęła uczęszczać do specjalnej szkoły koronkarskiej, a w 1853 roku otworzyła w ulicy św. Błażeja własną wytwórnię, w której szkoliła swoje pracownice, rysowała im wzory, przyjmowała zamówienia i prowadziła negocjacje z klientami. Dzięki swojej wielkiej zręczności i dobremu smakowi miała wiele zamówień i szybko zarabiała.

Na kurs koronczarski uczęszczała również matka Ludwika Martina. Spotkała tam Zélię Guérin, lepiej ją poznała i doceniła. Syn bardzo jej niepokoił, bolało ją, że jest ciągle tak samotny. I tak pewnego dnia – przypadkiem? – Ludwik i Zélie spotkali się i poznali, że do siebie pasują. Ślub obchodzili już trzy miesiące po swoim poznaniu, 13.07.1858 o północy w kościele Matki Boskiej w Alençon.13 Obecni byli tylko najbliżsi krewni. Nowożeńcy wprowadzili się do domu pana Martina przy ulicy Pont-Neuf. Dzięki swojemu zaangażowaniu w pracę nie mieli od początku jako małżonkowie niedostatku. Kiedy się pobrali, ich majątek wynosił w sumie 34 tysiące franków,14 posiadali dwa domy i Pavilon.

Jej charakter

Zélie Martin była pod wieloma względami silniejszą i dominującą połową ich małżeństwa. „Nasza matka miała niezwykle energiczny charakter i była tak stanowcza w umartwieniu, że całkowicie zapominała o sobie. Pracowała z wielką odwagą, aby mogła nam zapewnić staranną wychowanie.”15 Podobnie opisała ją siostra Dositea w liście do brata w Lisieux: „Co mnie cieszy, to duch wiary tej kobiety i jej niemal niewiarygodna i cudowna odwaga. Jak silna jest ta kobieta! Nieszczęście nie może jej zniszczyć, a szczęście nie czyni jej pyszną. To obecnie podziwu godna kobieta!”16

Zélie była dynamiczną, przedsiębiorczą kobietą, bardzo realistyczną, z darem do szczegółów. Jej przewaga w sprawach praktycznych była tak wielka, że zarządzała handlem nawet przy bardzo dużym gospodarstwie, dziewiątym ciążom, licznych chorobach dzieci oraz wszystkich zmartwieniach i obowiązkach gospodyni. To daje nam obraz bardzo czynnej i wydajnej osoby. Jej dzień pracy trwał prawie 18 godzin. Mimo to, wszystko, co ziemskie, stopniowo traciło dla niej wartość i urok, na ziemi pozostała jej tylko miłość do rodziny. Nie stała się jednak z tego powodu apatyczna, zawsze pozostawała dobrze nastawiona i życzliwa. Miała wielkie społeczne kwalifikacje, była inteligentna, bardzo dobrze potrafiła się dzielić. Zélie łączyła życie wzorowej żony, matki i jednocześnie udanej, niestrudzonej handlarki do pewnego stopnia z życiem zakonnicy, i to w niezwykłej i imponującej harmonii.

Była również wybitną pisarką korespondencji. Nie wiemy, kiedy znajdowała czas na pisanie, ale z lat 1863–1877 zachowało się nam ponad 200 jej listów. Pokazują one jej wielki talent literacki. Listy łagodzą mocny wrażenie strachu, które mogłoby na nas spaść z jej sprawności i energii. Przemawia w nich wesoła i szczera, praktyczna kobieta, stojąca obiema nogami na ziemi, oddalona od pobożności. Z nich wyłania się głęboka wiara, dowcip i talent obserwacyjny. Przejawia się jako szczęśliwa matka, która nawet przy wszystkich zmartwieniach i obowiązkach poświęca się dzieciom.

Zachowały się nam listy do brata Izidora; z kolei listy do siostry, która była jej powiernicą, niestety w większości zaginęły. W jednym liście do brata napisała: „Teraz powiedziałam ci wszystko, co chciałam ci oznajmić. Gdybyś jednak zobaczył list, który właśnie napisałam siostrze do Le Mans, zazdrościłbyś: miał pięć stron! Jej jednak powiem rzeczy, których nie mogę powiedzieć tobie. My obie w naszych listach rozmawiamy o tajemniczym niebieskim świecie, ale z tobą muszę pisać tylko o świecie ziemskim.”17 Nawet jej listy do brata dostarczają nam głębokich wglądów w duszę Zélie. A jej poetycki styl pozwala nam także dobrze poznać środowisko rodziny Martinów i dzieciństwo Teresy.

 


1 2 3
Święty Józef w pobożności Teresy od Dzieciątka Jezus

Święty Józef w pobożności Teresy od Dzieciątka Jezus

Brian J. Nolan

Głęboka oddanie, które Teresa miała do świętego Józefa, było przekraczane jedynie przez jej czci dla Marii. Mąż błogosławionej Panny Marii i opiekun Jezusa zajmował szczególne miejsce w pobożności Teresy od bardzo wczesnego wieku: "od dzieciństwa go czciłam, a ta cześć przeplatała się z moją miłością do Świętej Panny."1 Już jako mała dziewczynka uczestniczyła w przygotowaniach majowego ołtarza w rodzinnym domu, radośnie zbierając "...najlepsze róże... kwiaty polne i stokrotki rosnące wzdłuż wiejskich dróg!"2 A niektóre ze swoich kwiatów zostawiła "...dla figury św. Józefa..."3

Teresa miała niezwykły powód do swojej delikatnej pobożności wobec św. Józefa. Kilka tygodni po swoim narodzeniu została na jego wstawiennictwo uratowana z progu śmierci podczas gorących próśb swojej zapłakanej matki Zélie. Dwaj lekarze stracili nadzieję, że Teresa przeżyje chorobę jelit, która niestety odebrała dwóch z jej małych braci, obaj nosili imię "Józef".

Cudowna interwencja św. Józefa w domu Martinów miała miejsce w czasie nasilonej czci dla tego świętego, około dwóch lat po tym, jak 8 grudnia 1870 roku papież Pius IX ustanowił go patronem całego Kościoła. Ogłoszenie papieża Piusa IX było przypomnieniem o mocy św. Józefa, by z nieba czynić dobro dla Kościoła (na ziemi). Zakres wpływu Józefa doskonale wyjaśnia Basil Cole:

...uniwersalna patronka św. Józefa jest niższa niż Marii, ale wyższa niż jakikolwiek inny święty. Służba związana bezpośrednio z Słowem, które stało się ciałem, jest zdecydowanie wyższa niż jakakolwiek inna służba, poza rolą stanie się matką Boga. I ponieważ Chrystus jest głową mistycznego ciała, służba św. Józefa odnosi się również do wszystkich członków Kościoła i jest podstawowym powodem, dla którego powinniśmy go czcić w szczególny sposób i zwracać się do niego w trudnych czasach...4

Kiedy Teresa poszła za Pauliną i Marią – dwoma z jej czterech sióstr – do Karmelu w Lisieux, miejsce Józefa w jej pobożności nie mogło znaleźć lepszego środowiska do wzrostu. Jej duchowa matka, św. Teresa z Avili, była wyjątkowo głęboko oddana "chwalebnemu św. Józefowi" i nazywała go założycielem swojej reformy i klasztorów. A oddanie do Józefa także wprowadzała wśród swoich duchowych synów i córek. W swojej autobiografii Teresa napisała o świętym Józefie: "Nie przypominam sobie, żebym go kiedykolwiek o coś prosiła, a on by tego nie zrobił."5 Teresa wspomina to w jednym ze swoich – łącznie ponad pięćdziesięciu – wierszy, zatytułowanym Do naszego ojca świętego Józefa (PN 14, strofa 4):

Święta Teresa, nasza Matka,
Wezwała cię z miłością.
Zapewnia, że twoją modlitwę
zawsze wysłuchałeś.

Teresa z powodzeniem usilnie prosiła św. Józefa o potężną wstawiennictwo w wielu ważnych wydarzeniach swojego życia. Na przykład, kiedy papież Leon XIII w 1890 roku złagodził zasady dotyczącą częstego przyjmowania sakramentów dla zakonników, Teresa widziała w tym odpowiedź na swoje prośby do Józefa. Dlatego potem, gdy tylko przechodziła obok jego figury, kładła pod nią kwiaty. A w jego święto, sześć miesięcy przed tym, jak Teresa w wieku dwudziestu czterech lat 30 września 1897 roku zmarła na gruźlicę, znalazła ją jej najstarsza siostra i zarazem matka chrzestna Maria (siostra Marii od Najświętszego Serca) w pustelni św. Józefa. Maria powiedziała Teresie, że w związku z jej kruchym zdrowiem lepiej by było, gdyby po prostu poszła do swojej celi, zamiast krążyć wokół pustelni św. Józefa. Święta odpowiedziała, że miała do Józefa szczególną prośbę: "Przyszłam prosić św. Józefa, aby wyprosił mi łaskę spędzenia mojego nieba czyniąc dobro na ziemi."6

Maria powiedziała jej, że nie musi prosić św. Józefa o to, ponieważ wiedziała, że Teresa o to samo prosiła św. Franciszka Ksawerego podczas nowenny kilka dni wcześniej (4-12 marca 1897). Ale Teresa nalegała, że wstawiennictwo św. Józefa jest niezbędne do jej zamysłu.

Célina wyjaśnia, że Teresa "wydawała się, jakby prześladowała ją pragnienie powrotu po śmierci na ziemię. Myślała o tym cały czas..."7 To wielkie pragnienie Teresy, by po śmierci zdobywać dusze dla miłości Boga, znalazło echo w tym, że papież Pius XI 14 grudnia 1927 roku ogłosił Teresę patronką misji obok św. Franciszka Ksawerego.

Sto lat przed tym, jak Sobór Watykański II zwrócił uwagę na "fałszywe przesadności" jako jeden z ekstremów mariologicznego pobożności, Teresa ostrzegała przed przesadnym podziwem dla Naszej Pani. Teresa instynktownie koncentrowała się na naśladowaniu jej cnót na podstawie tego, jak znamy życie Marii z ewangelii. Zamiast cudów, sensacji czy ekstaz, znalazła w ewangelii jako znaki życia Marii prostotę i pokorę, całkowite oddanie Jezusowi w służbie innym.

Pobożność Teresy do św. Józefa odpowiada jej delikatnej czci dla Marii i dystansu od jakiegokolwiek sentymentu. Teresa dobrze rozumiała, że Święta Rodzina, jak większość z nas, musiała radzić sobie z trudnościami życia z perspektywy wiary. I dlatego wolała widzieć ich w ich zwyczajności i nie lubiła, gdy ich życie było bezpodstawnie wyolbrzymiane:

Na przykład to, że Jezusek uformował z gliny ptaszki, tchnął w nie i dał im życie.8 Ach, gdzie tam! Jezusek nie czynił takich nieużytecznych cudów, ani dla przyjemności swojej Matki. Dlaczego więc nie byłyby w jakiś cudowny sposób przeniesione do Egiptu, co byłoby tak konieczne i tak łatwe dla Boga? Mogliby tam być w mgnieniu oka. Ale nie, w ich życiu wszystko działo się tak jak w naszym.
A ile wysiłku i rozczarować! Jak często dostawał dobry św. Józef nagany! Jak często ludzie się wstrzymywali od zapłacenia za jego pracę! Och, jak byśmy się zdziwili, gdybyśmy wiedzieli, co wszystko wytrzymywali!9

Zrównoważona pobożność Teresy do św. Józefa ma na celu to, że doświadczał codziennych ludzkich trosk: "...A ten dobry święty Józef! Och, jak go lubię! Z powodu swojej pracy nie mógł pościć. Widzę go, jak szlifuje i czasami ociera pot z czoła. Och! Jak mi go żal! Jak prosty wydaje mi się ich życie!”10

Zdarzenia z życia zawodowego św. Józefa zajmują również miejsce w jednej z ośmiu sztuk Teresy: Ucieczka do Egiptu. Jednym z tematów tej sztuki, którą Teresa napisała na chwile wspólnego odpoczynku wspólnoty (tak zwanej rekreacji), odzwierciedla świadomość, jaką miała na temat nierówności między bogatymi a biednymi pod koniec XIX wieku we Francji. (Co było wówczas kluczowym problemem.) Jak wyjaśnia Guy Gaucher: "W trudnych czasach stolarza Józefa możemy dostrzec niepewność [statusu] robotnika."11

A kiedy Teresa leżała na łożu śmierci, pomimo strasznego cierpienia umiała używać swojej wyobraźni dla swojego duchowego pożytku. Kiedy nie mogła pić ani jeść pożywienia, które jej podawano, wyobrażała sobie, że tym poczęstuje Świętą Rodzinę: "Św. Józef i mały Jezus dostali każdy jedną brzoskwinię i dwie śliwki... Święta Panna miała także swoją część. Kiedy podają mi mleko z rumem, ofiaruję to św. Józefowi; mówię sobie, och, jak dobrze mu to zrobi ubożemu św. Józefowi!”12

Kilka miesięcy przed swoją śmiercią Teresa pewnego dnia w ogrodzie Karmelu w Lisieux zatrzymała się przy figurze św. Józefa, aby złożyć mu kwiaty. Gdy zapytano ją, czy to zrobiła, aby otrzymać od niego jakąś szczególną pomoc, odpowiedziała: "Ach nie! Aby mu sprawić radość!”13 Jej odpowiedź wykazała delikatną sympatię, którą nosiła do św. Józefa.
Kiedy widzimy głęboką i zrównoważoną pobożność Teresy do św. Józefa, nie dziwi nas, że postać św. Józefa również pojawia się w jej oczekiwaniu nieba, wyrażonym w piątej (ostatniej) zwrotce jej wiersza Do św. Józefa:

Po wygnaniu tego życia
mamy słodką nadzieję:
z naszą drogą Matką,
święty Józefie, ciebie ujrzymy.

(Z czasopisma Carmel in the World, vol. LVI, nr 2, str. 129–132,
przetłumaczył Jan Novák.)

„Będziecie kapłanami świata“

„Będziecie kapłanami świata“

z książki Jean Lafrance: Modlitwa serca

Czytaj dalej
Hymn do Chrystusa Zbawiciela

Hymn do Chrystusa Zbawiciela

is considered to be the oldest preserved Christian poem...

Czytaj dalej
Boża wielkość i świętość (część 2)

Boża wielkość i świętość (część 2)

jak prožívat exercicie v duchu Mariina chvalozpěvu Magnificat

Czytaj dalej
Święta Teresa z Lisieux i Boże Miłosierdzie (część 7)

Święta Teresa z Lisieux i Boże Miłosierdzie (część 7)

P. Gorazd Cetkovský, O.Carm.

12. Terezčina inspiracja znakiem czczej straży Boskiego Serca

Jeszcze raz Terezka napisała słowo miłosierdzie. Przypisała je do obrazka, który namalowała dla abbé Belliera w maju lub czerwcu roku 1897. W tym przypadku nie jest to więc list w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Jednak ten tekst jest również często zaliczany do listów Terezki (jak DT 266), a datowany na 25 sierpnia 1897, co jest napisane na odwrocie obrazka. Prawdopodobnie tego dnia Terezka ołówkiem na odwrocie obrazka napisała dedykację: Ostatnia pamięć duszy, która jest siostrą Twojej duszy – T. od D. J.

Na przedniej stronie kartki znajduje się obrazek, na którym widzimy obie ręce kapłana, unoszącego hostię. W niej przedstawiony jest Jezusek jako leżące na sianie nagie dziecko, jedynie z pieluszką przewieszoną przez biodra. Rozszerza ramiona w stronę tego, kto patrzy na obrazek.1 Do tego motywu, wskazującego na tajemnicę Wcielenia oraz na tajemnicę eucharystii, odnoszą się słowa, które Terezka podpisała pod obrazkiem:

Nie mogę bać się Boga, który stał się tak mały dla mnie… kocham Go!… ponieważ On jest tylko miłością i miłosierdziem!

Ojciec biskup Gaucher kiedyś powiedział o tych słowach: „«Bóg nie jest niczym innym jak miłością i miłosierdziem.» To jest prawdziwe testament, Terezki dziedzictwo.”2

Kiedy przeglądałem zdjęcie tego obrazka w książce Terezie a Lisieux,3 z zaskoczeniem odkryłem, że te słowa nie są własnymi słowami Terezki, lecz Terezka je przejęła od kogoś innego i tylko je cytuje. Na tej samej stronie wspomnianej książki znajduje się również fotografia kartki, którą Terezce wysłał abbé Belliere niespełna dwa lata wcześniej, w październiku 1895. Na kartce widzimy znak czczej straży Boskiego Serca.

Na przedniej stronie kartki wydrukowane są słowa:

Niech żyje † Jezu
Stój! Serce Jezusa jest tutaj

Ono jest tylko miłością i miłosierdziem!
Czcza straż Najświętszego Serca

Na odwrocie kartki napisał abbé Belliere: Pieczęć związku apostolskiej i braterskiej miłości w najświętszych Sercach Jezusa i Maryi

Pod jego nazwiskiem stoi dodany drugi własnoręczny podpis: Terezie od Dzieciątka Jezus i Świętej Twarzy, bosonoga karmelitanka.

Kilka informacji o czczej straży Boskiego Serca

Słowa cytowane przez Terezkę: On nie jest niczym innym jak miłością i miłosierdziem, znajdziemy także na innych przedstawieniach znaku czczej straży Boskiego Serca (garde d’honnéur du Sacré Coeur). Można powiedzieć, że było to hasło, które było bardzo popularne wśród członków tego stowarzyszenia i którym często się wzajemnie zachęcali.

Czcza straż to stowarzyszenie wiernych, których członkowie podzielili dzień na poszczególne godziny i w danej godzinie każdy z nich prowadzi „czcza straż” przy Sercu Jezusa. Kto nie może tego spełnić w kościele przed Najświętszym Sakramentem, ten w danej godzinie, gdzie może, w duchu przebywa u Jezusa. Podstawową myślą jest zastąpienie Chrystusowi chłodności i niewdzięczności, którymi go obdarza ludzkość.

Idea czczej straży Boskiego Serca nieprzypadkowo pochodzi od św. Małgorzaty Marii Alacoque.5 Do rzeczywistego założenia czczej straży doszło dopiero w 1863 roku w klasztorze sióstr Nawiedzenia w Bourg. Najpierw to stowarzyszenie tworzyły tylko zakonnice, ale bardzo szybko stowarzyszenie rozszerzyło się także na księży i świeckich. O tym, jaką czcią i popularnością ta duchowość się cieszyła, świadczy również fakt, że w 1872 roku papież Pius IX poprosił o to, aby został zapisany wśród członków stowarzyszenia.

Znak czczej straży

Członkowie czczej straży Najświętszego Serca kładą także nacisk na publiczne umieszczanie przedstawień Serca Jezusa. Zgodnie ze słowami Pana Jezusa do Marii Małgorzaty jest to bogatym źródłem błogosławieństwa. Symbolem czczej straży jest zegar (przedstawiający poszczególne godziny dnia i nocy), w którym na środku przedstawiony jest znak czczej straży: Serce Jezusa, w które wnika włócznia.

To przedstawienie jest również wyciśnięte na awersie medalika członków czczej straży.6 Na rewersie przedstawionym jest Chrystus na krzyżu, a u stóp krzyża pierwsza „czcza straż”: Matka Jezusowa Maria, Maria Magdalena i apostoł Jan.

Na znaku czczej straży przedstawione jest Serce Jezusa, w które wnika włócznia. Serce jest opleciona cierniową koroną i napisem: „Niech żyje Jezus! Czcza straż Świętego Serca. Stój! Serce Jezusa jest ze mną.7 Ono jest miłością i miłosierdziem.” Członkowie czczej straży starają się, aby medalik lub odznak nosili przy sobie i w ten sposób spełniali słowa Piosenki nad Pieśniami: „Połóż mnie na serce jak pieczęć” (Pieśń 8,6). (To możemy ładnie odnieść także do naszego szkaplerza Panny Marii Karmelskiej!)

Historia nawiązania kontaktu między Bellierem a Terezką

Maurice Belliere urodził się 10 czerwca 1874 roku. Ponieważ jego matka zmarła osiem dni po jego narodzinach, wychowywała go ciotka, pani Barthelémy (a on potem przed swoje nazwisko dodawał jej nazwisko). W październiku roku 1894 wszedł jako kleryk diecezji Bayeux do diecezjalnego seminarium w Sommervieu. Kiedy 15 października 1895 napisał list do Karmelu w Lisieux, przedstawia się w nim jako kleryk drugiego roku i prosi o przyjęcie do misyjnej wspólnoty zakonnic. Ponieważ miał za miesiąc rozpocząć służbę wojskową w trwającą rok, a był świadomy swojej psychicznej kruchości, napisał do karmelitanek w Lisieux list, w którym matkę przełożoną prosił o siostrę, która w szczególny sposób poświęci się za zbawienie jego duszy (RkC 31v), aby w ten sposób z jej duchową pomocą bezpieczniej mógł wytrwać w powołaniu kapłańskim i misyjnym.

Matka Agnieszka to zadanie powierzyła Terezce. Ta wydarzanie, które przyniosło jej wielką radość, szczegółowo opisuje w Rękopisie C. I dodaje:

Moja matko, nie potrafię opisać Ci mojego szczęścia: nieoczekiwane spełnienie mojej tęsknoty wzbudziło w moim sercu radość, którą nazwałabym dziecięcą: muszę wrócić aż do swojego dzieciństwa, aby znaleźć wspomnienie radości, które są tak żywe, że dusza jest zbyt mała, aby mogła je pomieścić, a od tamtej pory nigdy nie zaznałam szczęścia tego rodzaju. Czułam, że w tej kwestii moja dusza jest nowa: było to tak, jakby ktoś pierwszy raz dotknął strun muzycznych, które pozostawały w zapomnieniu.8

Terezka sama wtedy nie napisała do abbé Belliera, to by było sprzeczne z zasadami, jakimi kierowały się siostry. Odpowiedziała mu matka Agnieszka (uczyniła to najpóźniej 22 października). Ale matka przełożona do swojego pisma dołączyła modlitwę, którą dla niego napisała Terezka i w której wyraziła swoje myśli i uczucia związane z jej nowym zadaniem. Abbé Belliere kartkę z modlitwą, gdy ją otrzymał, podpisuje. A do swojego podpisu dodaje: „(członek) czczej straży Boskiego Serca”. Tak również podpisał się na końcu listu, który wysłał do Lisieux matce przełożonej (i Terezce) 23 października 1895. Jest więc jasne, że wtedy swoje członkostwo w czczej straży Boskiego Serca przeżywał gorliwie.

Znaczenie podpisanej pieczęci

Modlitwa Terezki, dołączona do listu przełożonej, i w niej przemawiająca jej pobożność i poświęcenie bardzo abbé Belliera poruszyły. Terezka bowiem w swojej modlitwie obiecuje Bogu, że za uświęcenie tego przyszłego kapłana z radością poświęci wszystkie modlitwy i cierpienia, których jest w stanie doświadczyć.9 I rzeczywiście to zobowiązanie potem gorliwie wypełniała.10

Kiedy abbé Belliere otrzymał list i modlitwę, odpowiedział niezwłocznie 23 października 1895. A do swojego listu dołączył kartkę ze znakiem czczej straży Boskiego Serca. Na odwrocie kartki napisał słowa: „Pieczęć wspólnoty apostolskiej i braterskiej miłości w najświętszych Sercach Jezusowym i Maryjnym,” i życzył sobie, aby kartkę podpisali oboje: on i Terezka. W liście wyraził swoje przekonanie, że „pieczęć Boskiego Serca” jeszcze bardziej „umocni nasze boskie stowarzyszenie” (domyślam się, że Belliere użył niezbyt powszechnego słowa association – stowarzyszenie, ma na myśli relację między nim a Terezką). Zacytujmy z jego listu:11

„Chciałbym także powiedzieć mojej siostrze Terezce od Dzieciątka Jezus, jak bardzo dotknęła mnie jej miłość,12 jej oddanie, czerpiące z najczystszego źródła boskiej miłości. Zasady waszej kongregacji nie (zdaje się) tego jednak pozwalają. I dlatego proszę cię, matko, abyś była moją tłumaczką wobec mojej siostry, jak już tak skutecznie i szczęśliwie była. Powiedz jej, droga matko, że z emocją podziękowałem Bożej dobroci, która wybrała tę siostrę, aby pomagała mi pracować nad dziełem Jezusa Chrystusa. I że z głębokim poruszeniem przeczytałem tę natchnioną modlitwę, którą ułożyła i którą codziennie się za mnie modli. A że proszę cię, abyś jej przekazała tę pieczęć Boskiego Serca, która umocni nasze boskie stowarzyszenie; brakuje tylko jej podpisu, ponieważ wy, matko, i Bóg podpisali ją jako pierwsi. Powiedz też mojej siostrze, że moja obietnica trwa – będzie trwała wiecznie, ponieważ w niebie to będzie, dla nas kapłanów, jedna ustawiczna msza; a tak (Terezka) będzie miała zawsze (pierwszeństwo) miejsce w memento,13 także Ty, matko, i wasza wspólnota. (...)
W eucharystii będę dziękował jej za te modlitwy i ofiary, które spełniła jako umartwienia w moim dobra. Ale także spełni się jej wielkie pragnienie: będę kapłanem, apostołem według Bożego Serca, czuję to – i razem uratujemy drogie dusze Jezusa Chrystusa. Ja nie będę niczym innym jak narzędziem, a Ty będziesz, moja siostro, tym, kto (je) odwróci. (...)
Z Bogiem, moja matko, z Bogiem, moja siostro, i do zobaczenia zawsze w świętych Sercach.”

W odpowiedzi na wielką ofiarność Terezki on w liście dawał jej do zrozumienia, że będzie o niej pamiętał podczas mszy, które kiedyś – jak stanie się kapłanem – będzie celebrował, a że jego apostolat będzie jej dziełem. To pięknie zobaczyć, jak Terezka ceniła go i jego kapłaństwo, a jak on cenił jej modlitwy i ofiary i przypisywał im wszelki sukces swojej przyszłej pracy apostolskiej. Terezka „pieczęć” podpisała i zachowała. A słowa, które na niej były wydrukowane, cytowała dwa lata później na swoim karteczce – ostatnim prezencie – dla Belliera.

O słowach Terezki szczegółowo

Nie udało mi się jak dotąd odnaleźć, kto jest autorem słów: „Ono jest tylko miłością i miłosierdziem.” Zwróćmy uwagę na nie bliżej. Jeśli słowa „miłość i miłosierdzie” nie są własnymi słowami Terezki, lecz są cytatem, wówczas nasza uwaga skupi się także na pozostałych słowach, które Terezka napisała na obrazku.

Nie mogę bać się Boga, który stał się tak mały dla mnie… kocham Go!… ponieważ On14 jest tylko miłością i miłosierdziem! Własne słowa Terezki znajdują się w pierwszej części tego zdania. Spotykamy się w nich z wzajemnymi sprzecznymi pojęciami: bać się i kochać. I nie trudno sobie przypomnieć, że już wielokrotnie spotkaliśmy je w zapiskach i listach Terezki. Przypomnijmy sobie te miejsca.

Wróćmy do listu LT 226 do ojca Roulanda. Już wcześniej cytowaliśmy słowa Terezki, że dla niej pomyśl na to, że Bóg jest sprawiedliwy, jest nierozerwalnie związane z zaufaniem w Boże miłosierdzie. Trochę dalej w tym samym liście pisze: Tak myślę, Braciszku, o Bożej sprawiedliwości. Moja droga składa się z zaufania i miłości, nie rozumiem dusz, które boją się tak czułego Przyjaciela.

W liście LT 258 czytaliśmy wyznanie Terezki abbé Bellierowi, iż według jej oceny jego dusza jest powołana do wznoszenia się do Boga WYŻYMI miłości, a nie wspinania się po stromych schodach strachu… A gdy w tym samym liście opisywała swoje porównanie o dwóch nieposłusznych dzieciach, to niewłaściwą reakcję tego pierwszego dziecka wobec taty opisała słowami: drży i ze strachem przed nim ucieka. Natomiast jego brat przeciwnie rzuca się ojcu w ramiona i mówi, że żałuje, że go zasmucił, ale że go wciąż kocha i w dowód tego będzie dobry. Terezka wspomina jego postawę miłości jeszcze raz, gdy pisze, że zachowanie drugiego synka ojca chwyta za serce, ponieważ tatuś zna szczerość i miłość swojego dziecka. Wszędzie tu powtarza się sprzeczność: miłość zamiast strachu.

I pozwolę sobie jeszcze na mały dygresję. Przypomniało mi się podczas patrzenia na czczej straży używany tradycyjny obraz Serca Jezusa, który tak bardzo stara się wywrzeć na nas wrażenie anatomiczną wiernością. Pojawiło mi się pytanie: Jak się ten obraz widzi kardiolog, który dobrze wie, jak wygląda ludzkie serce? I odpowiedziałem sobie: patrzy na niego z łaskawą pobłażliwością, która z jednej strony docenia wysiłek i talent malarza, ale z drugiej strony dobrze wie, jak mało wiernie ten obraz przedstawia ludzkie serce. Podobnie w sferze duchowej zadaję sobie pytanie: Jak Jezus patrzy na to, gdy staramy się sobie wyobrazić Jego Serce? Czyż nie pozostaje i nie pozostanie nasze rozmyślanie o Jego Sercu zawsze podobnie naiwne i niedoskonałe, jak to „wierne” artystyczne przedstawienie serca człowieka? Tak, to prawda. Ale nie wspominam o tym, aby umniejszyć nasze wysiłki zrozumienia serca Jezusa, wcale nie. Tylko chcę, abyśmy zdali sobie sprawę, że nasza wiedza nigdy nie odzwierciedli przepaści miłości i miłosierdzia Serca Jezusa (LT 247).

Inne losy abbé Belliera

Czy spełniło się to, o co prosił i za co Terezka się poświęcała? Ten kleryk, po tym jak wymienił się listami z karmelitkami w Lisieux w październiku 1895, rozpoczął 12 listopada 1895 służbę w kasarniach w Caen i zamilkł. Dopiero 21 lipca 1896 wysłał stamtąd przełożonej rozpaczliwy list z prośbą, aby Terezka gorliwie się za niego modliła. W październiku napisał kolejny list, że już jest w porządku. Na drodze do kapłaństwa więc wytrwał.

Na jesieni 1896 jednak przełożoną była już matka Maria Gonzaga i ta, ponieważ była chora, powierzyła Terezce, aby sama odezwała się do Belliera. A ta wtedy w końcówce swojego listu z 21.10.1896 (DT 198) nawiązała do Serca Jezusa i Maryi – w duchu duchowości „pieczęci”, którą szczegółowo omawialiśmy.15 To był pierwszy list Terezki do niego. Zachowało się ich łącznie jedenaście. A jak już poznaliśmy, ich korespondencja trwała aż do śmierci Terezki.16

Zbiegiem okoliczności Belliere w dzień przed śmiercią Terezki 29 września 1897 wyjechał do Algierii. Odbył nowicjat i stał się zakonnikiem misyjnej wspólnoty Białych Ojców. Święcenia kapłańskie przyjął 29 czerwca 1901. Jego miejscem posługi stała się Nyassa (dzisiejsze Malawi). Po pięciu latach w 1906 z powodów zdrowotnych musiał wrócić do Francji. Zmarł w wieku trzydziestu trzech lat 14 lipca 1907 roku w Caen.17 Zrealizował swoje powołanie, aby stać się kapłanem i misjonarzem. Ale podobnie jak Terezka, on także nie trwał w tym powołaniu na tej ziemi długo.

(Dokończenie w następnym numerze.)

 


1 2 3 4 5 6 7