Matka niesie dziecko w ramionach do świątyni. To Mesjasz, jej Bóg. Ale jej związek z nim się zmienił. W czasie ciąży nosiła go w sobie i oddawała mu wszystko, co miała. Teraz, gdy urodziła Syna, czuje się osamotniona, niemal opuszczona. Wcześniej jej misja nie różniła się od misji jego. Teraz misja dziecka stała się samodzielna: zaczyna iść swoją własną drogą. (…)
W ten sposób staje przed Symeonem. Starzec przyjmuje ją i dziecko, w Duchu Świętym poznaje ją i dziecko, porównuje misję Syna i Matki i dostrzega między nimi nowe więzi. Swoim wzrokiem i swoim błogosławieństwem pomaga nawiązać to więź na nowo i niezatarcie. … Widzi przyszłą drogę Syna. Widzi też trudności, które powstaną dla prawdziwie wierzących, ponieważ Bóg w przyszłości nie będzie już odległą, wzniosłą istotą w dalekim niebie, lecz dzieckiem, człowiekiem, cierpiącym wśród nich. Wzajemne relacje ludzi całkowicie się zmienią, dystans i bliskość będą określane inaczej. … Od teraz, kiedy nawiążemy istotną lub nieistotną relację z drugą osobą, nigdy nie będziemy wiedzieć, czy nie mamy już do czynienia z Bożym Synem, czy nie dotknęliśmy w owym człowieku lub nie zraniliśmy czegoś wiecznego, czy nie wzgardziliśmy czymś wiecznym. Bowiem teraz Bóg staje się przerażająco bliski, a wszystko ludzkie staje w bezpośrednim świetle do oświecenia pogan. To, co widzi Symeon, sprawia, że rozumie również, że między Panem a ludźmi będzie konieczne pośrednictwo i że ta rola może przypaść tylko Matce. Ona będzie określać miarę dystansu i bliskości. W tym dostrzega Symeon kontynuację jej misji.
(Adrienne von Speyr /1902–1967/, Służebnica Pana)