Respect for the Infant Jesus of Prague today

Tradycja karmelitańska w naszym kraju od kilku stuleci jest związana z wyjątkową formą czci dla Chrystusa: z czcią do Jezusa – Boga i Dzieciątka, jak przedstawia to figurka Praskiego Jezulatka. Abyśmy mogli lepiej zrozumieć tę tradycyjną formę pobożności i sami „odnaleźć się w niej”, zwróciłem się z kilkoma pytaniami do obecnego rektora kościoła Praskiego Jezulatka, którym jest przeor tamtejszej wspólnoty bosych karmelitów, ojciec Marco Chiolerio OCD.

Ojcze Marko, kiedy i jak powstała cześć dla Jezusa jako „Praskiego Jezulatka”?

Cześć dla Praskiego Jezulatka ma swoje korzenie w Hiszpanii XVI wieku i na nowo podkreśliła tajemnicę człowieczeństwa Jezusa. Zawsze, gdy nasza założycielka św. Teresa z Avili zakładała nowy klasztor, pragnęła, aby w nim była figurka Dzieciątka Jezus. W drugiej połowie XVI wieku stworzona została także woskowa figurka Jezuska, którą Maria Manriques de Lara przywiozła ze Hiszpanii do Pragi.

To była właściwie już druga fala czci dla Zbawiciela, który stał się dzieckiem. Pierwsza fala to św. Bernard, św. Franciszek z Asyżu (szopka i Boże Narodzenie) oraz św. Antoni z Padwy, który zawsze jest przedstawiany z Jezuskiem na rękach. Ta druga fala dotarła aż do barokowej Pragi i przybrała tutaj formę czci dla Praskiego Jezulatka.

Na jakie biblijne konteksty czci przed Dzieciątkiem Jezus zwracasz uwagę jako biblista?

Cześć dla Jezusa Dzieciątka ma swoje podstawy już w Piśmie. W Starym Testamencie (w środowisku, w którym dziecko samo w sobie nie miało jeszcze wielkiej wartości), często znajdujemy obietnicę nowego dziecka jako znaku nadziei: Bóg obiecuje, że niepłodna kobieta urodzi. Tak za króla Achaza obiecane jest narodzenie Emmanuela, ale przypomnijmy sobie podobne sytuacje już wcześniej w opowieściach kobiet patriarchów. Zawsze chodzi o nadzieję, która łączy się z oczekiwaną narodziną dziecka. Narodziny dziecka to nie tylko naturalnie radosne wydarzenie, ale oznaczają również, że obietnice zbawienia mogą być kontynuowane dalej. Tak to przechodzi aż do Nowego Testamentu.

Tam znajdujemy ostatnią z tych niepłodnych kobiet – Elżbietę, z którą spotyka się Maria, która swoim dziewictwem ukazała tę samą niemożność posiadania dziecka. Z nią kulminuje Boża obietnica Starego Testamentu, a jej nowe dziecko nie będzie tylko znakiem Bożej wierności, ale Bożej obecności na ziemi.

W ewangeliach bezpośrednio wzmiankowane jest także dzieciństwo Jezusa. Ewangelia Marka jest najstarsza – w niej takich informacji nie znajdziemy – co jest naturalne, ponieważ sednem ewangelijnego kazania była śmierć Jezusa i zmartwychwstanie. Dopiero potem były również zapisywane świadectwa o cudach Jezusa, czynach, słowach Jezusa. A kolejni ewangelisci ostatecznie dodają również relacje o dzieciństwie Jezusa, ponieważ nawet o nim najwcześniejsi chrześcijanie się interesowali.

Cześć dla dzieciństwa Jezusa jest także ściśle związana z słowami Chrystusa: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie się jak dzieci, na pewno nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18,3).

Żadna konkretna pobożność jednak nie obejmuje wszystkiego; zawsze chodzi tylko o część skarbu wiary i pobożności Kościoła.

Czy przymiotnik świętej Teresy z Lisieux: „od Dzieciątka Jezus” ma coś wspólnego z czcią dla Praskiego Jezulatka?

Jako córka św. Teresy z Avili, założycielki boskiego Karmelu, św. Teresa żyła w środowisku czci dla Dzieciątka Jezus. To już wtedy nie dotyczyło Karmelu tylko w Hiszpanii, ale także w innych krajach. Ostatnio eksperci (nasz ojciec Conrad de Meester OCD i inni) odkryli, że siostry w Lisieux miały w nowicjacie kopię figurki Praskiego Jezulatka. I prawdopodobnie – na pewno nie wiemy, nie mamy pisemnych dokumentów – Teresa przyjęła swój przydomek z powodu tej figurki, którą miały w nowicjacie.1 Oczywiście dla niej ważne było także to, co przeżyła, jej duchowe doświadczenie, dzięki któremu czuła się i nazywała małym Bożym dzieckiem, właśnie w duchu tych słów Jezusa, które już wspomnieliśmy: „Jeśli nie będziecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego…” Te słowa doprowadziły ją do poczucia bliskości z Jezusem – Dzieciątkiem.

Czy dzisiejszego chrześcijanina może poruszać cześć dla Jezusa przedstawionego jako „Praskie Jezulatko”? Czy nie oczekujemy więcej zbawiciela niż dziecka, nad którym powinniśmy mieć współczucie? Czy nie odstrasza nas dzisiaj cesarska korona na jego głowie i cesarskie jabłko w jego ręce?

Aby móc w historycznym Jezusie zobaczyć Syna Bożego, konieczne jest naprawdę działanie Ducha Świętego. Abyśmy potrafili w Dzieciątku Jezus zobaczyć Syna Bożego, potrzebna jest silna wiara. A wiara to nie emocje, więc oczywiście nie chodzi o subiektywne odczucie… Mnie osobiście na przykład zbytnio nie pasuje styl barokowy. Tutaj w Czechach jest wiele barokowych kościołów, ludzie wchodzą do nich i ja mógłbym także (podobnie jak w przypadku pytania, jak możemy modlić się przed figurką Praskiego Jezulatka) powiedzieć: Jak można modlić się w takim kościele, w którym jest tyle blasku, ozdób, tyle rozpraszających bodźców?…

Pytanie brzmi, czy nasza wiara – głęboka wiara, jaką powinna być nasza wiara – powinna zatrzymywać się na tych rzeczach. Głęboka wiara sięga za te widoczne rzeczy i chociaż mogą pozostawać pewne trudności na zewnątrz, potrafi widzieć to, co jest niewidoczne. I tak mogę spokojnie modlić się w barokowym kościele i modlimy się także wtedy, gdy niektóre zewnętrzne rzeczy przypominają nam coś rozpraszającego z przeszłości.

Jednak figurka Jezulatka może nas pociągać nie pomimo tego, jak przedstawia Jezusa, ale wręcz przeciwnie, właśnie dlatego, że Go w ten sposób przedstawia. Przedstawienie Jezusa jako dziecka zawiera w sobie osobistą duchową wypowiedź i siłę.

A nam, współczesnym ludziom, myślę, trzeba oczyścić tradycyjne spojrzenie na Jezulatko: tak jak w tym roku jubileuszu św. Teresy z Lisieux poznaliśmy, że Teresa nie była tą słodką Teresią, za jaką jest powszechnie uważana, tak w tym roku moglibyśmy poznać, że cześć dla Praskiego Jezulatka nie musi być czymś tylko emocjonalnym i powierzchownym, ale może być wyrazem wewnętrznej czci dla Jezusa w jego człowieczeństwie oraz w jego mocy. On się uniżył, a jednocześnie panuje: Jezus jest dzieckiem, a jednocześnie na jego głowie spoczywa korona. Chociaż staje się ludzkim dzieckiem, Jezus nie traci swojej godności Bożego Syna.

Dokładnie tak. Całkowicie się z tobą zgadzam. To zawsze staram się przypominać ludziom.

Widzieć Jezusa, wartość spotkania z Jezusem – to jest coś, co zawsze ma miejsce wewnętrzne. Zewnętrzne rzeczy mogą rozpraszać… Mnie także bardziej podobało się, gdy mogłem być na pustyni w Izraelu lub w jakimś kościele, który jest tylko z prostych kamieni, tam czuję się, jakbym modlił się „lepiej”. Ale wiara to nie emocje, to jest to. Musimy się nauczyć, że wiara sięga poza te rzeczy. Jeżeli tworzymy romantyzm do modlitwy: świeca, ikona… – dobrze. To wszystko pomaga, ale na początku. Później, gdy człowiek umie się modlić, wtedy te rzeczy widzi tylko jako pomoc.

Praskie Jezulatko było wcześniej tak popularne, czczone i bezpośrednio nazywane „cudownym” Praskim Jezulatkiem. Czy nie sądzisz, że jednym z powodów, dla których cześć dla Praskiego Jezulatka osłabła, jest także brak zaufania współczesnych ludzi (w tym wierzących) do cudów?

Jeśli przez słowo „cudy” mamy na myśli coś nadzwyczajnego, to widzę, że w dzisiejszym świecie wiara w takie „cudy” i przede wszystkim zainteresowanie nimi nie brakuje, wręcz przeciwnie, jest tego aż za wiele. Ludzie często czekają i szukają tylko tego: co jest nadzwyczajne, „cudowne”. Dowodem na to jest wiele Amerykanów, którzy przyjeżdżają z Ameryki, aby zobaczyć różne świątynie i różne miejsca, nie tylko znane – jak Medziugorje, ale aby odwiedzić także różnych „widzących” po Włoszech, Niemczech… I tak przyjeżdżają całe autobusy ludzi, którzy chcą usłyszeć słowa jakiejś babci, która mówi, że widziała Pannę Marię. Tak więc myślę, że tego nie brakuje. Ale jeśli „cud” – a tak to jest poprawne, bardziej biblijne – oznacza odkrycie Bożej obecności: w codziennych sprawach, nawet w narodzinach dziecka, to tego rzeczywiście w dzisiejszym świecie brakuje. Tego rodzaju zdolność do zadziwienia, łączenia każdej rzeczy z Jezusem i z Bogiem, postrzegania jej w relacji do Niego. I to musimy na nowo odkryć.

Czy prawda jest, że w świecie (nawet w bardzo odległych krajach) Praskie Jezulatko jest dziś bardziej znane i czczone niż u nas?

W każdym razie nie powiedziałbym, że w Czechach jest mało czci dla Praskiego Jezulatka. To pokazuje nasze doświadczenie z ostatnich dwóch lat. Na przykład ludzie z Kostelca przyjechali do Pragi, aby zdobyć dużą figurę Jezulatka, aby umieścić ją w kościele; jeden pan proboszcz z Znojma wziął wszystkich swoich ministrantów i przyjechał z nimi do Praskiego Jezulatka – jako wycieczkę i pielgrzymkę, a jednocześnie nagrodę za ich roczną służbę. Wierni z okolic Příbrami i Makowej Góry przychodzą częściej lub nawet regularnie na pielgrzymki do Jezulatka. To wszystko nie jest zbyt zauważalne.

Tak więc cześć dla Praskiego Jezulatka nie jest sprawą obcokrajowców, także czescy wierni żyją tą formą czci dla Jezusa, która wyrosła na czeskiej ziemi. Chociaż figurka została przywieziona z zagranicy, to nic nie znaczy. Wiemy, że od początku ci pierwsi ludzie, którzy się przed nią modlili w Pradze, byli Czechami.

Ale istnieją naprawdę zdumiewające świadectwa o czci dla Praskiego Jezulatka na świecie. Osobiście spotkałem na przykład ludzi, którzy specjalnie przylecieli do Pragi, aby podziękować Praskiemu Jezulatku, ponieważ doświadczyli jakiejś zmiany. Nie zawsze chodzi o jakiś cud lub coś nadzwyczajnego (jak o tym mówiliśmy, dziękuję Bogu). Byli to ludzie, którzy wrócili do wiary. Doświadczyli nawrócenia i czuli, że główny wpływ miał Dziecię Jezus, przedstawione figurką Praskiego Jezulatka. I tak przychodzili i dziękowali. Lub praktycznie codziennie przychodzi jedna lub dwie grupy pielgrzymów z Manili, z Filipin, gdzie jest wielka cześć dla Dzieciątka Jezus, nazywanego „Santo Niňo”. A w pierwszym roku, kiedy przyjechali tutaj do Pragi, nawet szli w pochodzie po Pradze i dziwili się, że miejscowi ludzie reagowali dziwnie. Nie mogli tego zrozumieć, gdyż „tutaj przecież jest siedziba Praskiego Jezulatka”. Lub ludzie z Brazylii, którzy podróżują do Pragi: to pierwsze, co szukają, to świątynia Praskiego Jezulatka i pytają o nie już strażników na lotnisku, a ci mogą być oczywiście zdziwieni...

Często mówi się, że Jezulatko jest czczone głównie w Ameryce Łacińskiej. To prawda, ponieważ tam cześć przywieźli Hiszpanie. Ale dziś znajdziemy ją również w innych krajach. W Stanach Zjednoczonych w Oklahomie zostało założone przez czeskich emigrantów miasto nazwane Pragą, a w nim zbudowano narodową świątynię Praskiego Jezulatka. Inna znajduje się w innym stanie USA, w Belgii, dwie w Włoszech…

Wielu obcokrajowców szuka w Pradze kościoła Praskiego Jezulatka. Zazwyczaj, oczywiście, do naszego kościoła wchodzą turyści – jesteśmy blisko centrum. Ale także pielgrzymi, którzy przybywają z daleka. Na przykład z Kalifornii przyszła kobieta z chorym ojcem, który nie mógł dobrze chodzić: przybyli tutaj, aby modlić się przy Praskim Jezulatku.

To są świadectwa wiary, które może są ludowe, różnią się od tego, co byśmy robili my, ale myślę, że Królestwo Boże należy naprawdę do prostych ludzi. Widzę w naszym kościele ludzi, którzy spontanicznie, z serca, coś czynią i nie myślą, czy jest to odpowiednie dla dorosłych ludzi czy nie; chodzi naprawdę bardziej o relację miłości, jaką mają z Jezusem, a to z tego wynika wszystko inne.

Dawniej Jezulatko było czczone szczególnie w uroczystość Imienia Jezus, którego w dzisiejszym kalendarzu kościelnym już nie znajdziemy. Kiedy w ciągu roku i jak w Waszym kościele obchodzicie tajemnicę dzieciństwa Jezusa, wyrażoną figurką Jezulatka?

Początkowo uroczystość Praskiego Jezulatka była związana z rocznicą koronacji figurki – a to było dwa dni po Wielkanocy, co jest datą całkowicie niewłaściwą na jakąkolwiek pielgrzymkę, ponieważ pokrywa się z wielkanocną oktawą. Gdy musieliśmy szukać nowego terminu, właśnie dlatego, że nawet święto Imienia Jezusa nie znajduje się już w kalendarzu, myślałem raczej o uroczystości Objawienia Pańskiego – tak jest w różnych sanktuariach Praskiego Jezulatka na świecie.

Ale potem zainspirował mnie ołtarz, na którym Praskie Jezulatko jest umieszczone w naszym kościele i który jest bardzo piękny. Ci, którzy go zbudowali, ustalili dwa kierunki: wertykalny i horyzontalny. W linii wertykalnej przedstawieni są (schodząc) Duch Święty, Bóg Ojciec (przedstawiony oczywiście jako starzec) i Dzieciątko Jezus. A w linii horyzontalnej: po jednej stronie Jezulatka Panna Maria, a po drugiej stronie św. Józef. Tym wyrażone jest, moim zdaniem, bardzo wiele: tajemnica Najświętszej Trójcy (to był pierwotny tytuł kościoła); jedność między boską „rodziną” a ludzką rodziną; relacje: miłość przekazywana w Trójcy i ludzka rodzina, ludzka rodzina i tajemnica wcielenia.

Obecnie obchodzimy główną pielgrzymkową uroczystość ku czci Praskiego Jezulatka w ostatnią lub przedostatnią niedzielę maja (w zależności od tego, kiedy jest Zesłanie Ducha Świętego). I często przypada to właśnie na uroczystość Najświętszej Trójcy lub na uroczystość Wniebowstąpienia Pana, do której pielgrzymka także pasuje, ponieważ korona wskazuje: Jezus jest Królem. I tak przypominamy sobie dzieło odkupienia jako całość: od początku, jakim jest wcielenie Jezusa, aż po jego uwielbienie i wywyższenie.

Ale nie chcemy się ograniczać tylko do liturgii.

W tym roku w maju po raz pierwszy w ramach przygotowań do jubileuszu Wcielenia (na podstawie Tertio millenio adveniente, jak do tego wezwał papież) zorganizowaliśmy w praskim Centrum Pastoralnym sympozjum – o christologii. Głównym celem było właśnie nadanie czci Praskiego Jezulatka głębszych biblijnych i teologicznych podstaw. Uczestniczyli w nim dr Petr Pokorný z wydziału ewangelickiego, ojciec Tomáš Halík oraz nasi ojcowie boscy karmelitami Vojtěch Kohut i Francuz Philippe Huguelé. (Mam nadzieję, że teksty sympozjum uda nam się opracować i opublikować.) Aby sympozjum było dostępne jak najszerszemu kręgowi ludzi, staramy się program skondensować do jednego dnia. W tym roku program kończył koncert: nasz brat Pierre Eliaue Giacomini śpiewał swoje pieśni do św. Teresy z Lisieux. Chcielibyśmy w tym roku kontynuować i przygotować sympozjum o Duchu Świętym. Mogłoby dotyczyć związku między Duchem a Jezusem (połączyć pneumatologię z chrystologią), na przykład w szczególności według Ewangelii Jana. Osobiście chciałbym przygotować jakieś biblijne tematy o Duchu Świętym – ze Starego i Nowego Testamentu.

Wasz praski kościół jest jednak oficjalnie poświęcony Pannie Marii Zwycięskiej. Kiedy, w jakich okolicznościach Maria otrzymała to przydomek i kiedy obchodzicie święto P. Marii Zwycięskiej?

Ten tytuł miał wyrażać, że Maria pomogła w bitwie na Białej Górze katolickiej stronie do zwycięstwa w 1620 roku. Bosy karmelita ojciec Dominik i Jesu Maria wówczas z obrazem Panny Marii, znieważonym przez niekatolickich żołnierzy, zachęcał katolickie wojsko przed decydującą bitwą.2 Gdy cesarz potem z wdzięczności obdarzył bosych karmelitów luterańskim kościołem Najświętszej Trójcy na Małej Stronie, ustanowił, aby został on nowo poświęcony Pannie Marii Zwycięskiej i św. Antoniemu z Padwy. Uroczystość wspomnienia Panny Marii Zwycięskiej wprowadził już papież Pius V po morskiej bitwie pod Lepanto w 1571 roku, w której Europa obroniła się przed tureckim niebezpieczeństwem. Jak podkreśla Jan Paweł II, takie historyczne rany – jakimi były wojny religijne między chrześcijanami – musimy sobie przebaczać. Myślę, że dziś już – dzięki Bogu – nie jesteśmy zobowiązani pojmować tytułu Marii w jego pierwotnym historycznym sensie. Dziś dostrzegamy w Marii tę, która pomaga nam zwyciężać nad grzechem. Dla nas bosych karmelitów, którzy wrócili do Pragi, Panna Maria jest oczywiście patronką Karmelu i naszą główną mariacką uroczystością jest więc uroczystość Panny Marii Karmelskiej 16 lipca. Myślę, że inaczej być nie może. Nie ma sensu wracać dziś do bitew pod Lepanto itp., trzeba w tytule Panna Maria Zwycięska szukać sensu ważnego dla wszystkich chrześcijan. I tak staramy się także robić coś małego dla ekumenizmu (właśnie w związku z historią naszego kościoła), być otwartymi dla wszystkich.

A pytanie na zakończenie: przy bliższym spojrzeniu zauważamy, że Jezus, przedstawiony jako Praskie Jezulatko, jest Dzieckiem – Władcą, ale w ręce nie trzyma berła, lecz swoją prawą ręką błogosławi. Co tym – według ciebie – ma być wyrażone?

Nasza siostra karmelitanka Benedykta od Krzyża (Edith Stein), która wkrótce zostanie kanonizowana, wspomniała o Praskim Jezulatku, że „tam cesarz znowu jest na swoim tronie i stamtąd panuje nad światem” (cytuję luźno). Tak, (jak już powiedziałeś) widzimy: nawet gdy Jezus jest dzieckiem, pozostaje Bogiem. Jest nam bliski, możemy się do niego zaufaniem zwrócić z prośbą i – jednocześnie widzimy – może nam pomóc, ponieważ jest Władcą.

On pozostaje królem – nie w tym sensie, jak ziemscy królowie, ale w tym sensie, jaki znajdujemy w Biblii. Przypomnijmy sobie drugi psalm, tam Bóg, Ten, który zasiada w niebie, śmieje się (z pychy i złości ziemskich królów)… Dzieciątko Jezus trzyma w ręku cały świat, błogosławi mu, ponieważ go stworzył, kocha i zbawił. Ale z drugiej strony pokazuje nam, kim my jesteśmy (nie tylko kim On jest): my myślimy, że jesteśmy potężni, że to my trzymamy świat w ręku, ale to nie jest prawda.

Tak kontynuuje w zadaniu „syna człowieka” (jak mówi o nim Dan 7,13n.): sądzi (ale nie w negatywnym sensie, że musimy się go bać), oddziela dobro od zła, ma w ręku cały świat. Właśnie dlatego, że jest dzieckiem, że pozwolił się uniżyć, że nie bał się stracić samego siebie i oddać się aż do krańca. To nasza nadzieja, ponieważ jeśli my zrobimy to samo, jeśli będziemy jako chrześcijanie mieli odwagę podążać za Jezusem także drogą krzyża, stracić wszystko, stać się bezsilnymi jak dziecko, to będziemy również uczestniczyć w panowaniu nad światem. Wtedy już nie musimy bać się wszystkiego, co jest wokół nas, ale jako chrześcijanie wiemy, że nic i nikt nie może nas odłączyć od Bożej miłości, i spoczywamy w spokoju, jak dziecko w ramionach matki (por. Ps 131), ponieważ wiemy, że z Jezusem i my jesteśmy królami – dzięki chrztowi: kto jest ochrzczony, ten otrzymał udział w królewstwie, a więc panujemy nad światem, jak to było naszym pierwotnym zadaniem według pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju: Adam miał uprawiać i strzec ogród oraz nadawać nazwy rzeczom. My mamy tę władzę nad światem. Ale za każdym razem, gdy chcemy być panami świata bez Boga, być niezależnymi od Boga, tracimy ją.

Opracował P. Gorazd O.Carm.