Zacznijmy rok kapłanów z Matką Bożą.

O. Gorazd Cetkovský, O.Carm.

Gdy będziesz miał możliwość, przyjrzyj się jeszcze raz uważnie ołtarzowi w sanktuarium Panny Maryi Karmelskiej w Kostelním Vydří. Zwróć uwagę, jak sztuka barokowa1 chętnie dramatyzowała: przedstawienie ołtarza wyraża bowiem ruch, akcję. Z gestów aniołów widać, że miłosny wizerunek Maryi jakoby „leci” w przestrzeni. Zstępuje z nieba i zbliża się w kierunku was, którzy stoicie przed ołtarzem. Otacza go promienista jasność, oślepiająca nawet samych aniołów. Jest to przypomnienie tych szczególnych zjawisk świetlnych, przez które to miejsce początkowo przyciągnęło uwagę. Ale najważniejsze jest to, co przedstawia sam obraz: Maria trzyma w ramionach Dziecko Jezus, o którym Symeon prorokował, że jest „Światłem narodów” i że powstanie przeciwko niemu wielki opór... Nie wstydźmy się dramatyzować trochę i my i spróbujmy sobie wyobrazić, jak mocno Maria musiała wtedy przytulić Dziecko do siebie, gdy usłyszała słowa Symeona i wzięła od starca swoje dziecko z powrotem w ramiona!

W każdym z nas zostaje na całe życie dziecko. Niektórzy jesteśmy w tym całkiem przezroczysty, w innych to „dziecko” jest ukryte głęboko, głęboko... A jak reagują dzieci, gdy widzą opiekę i miłość, których doświadcza inne dziecko? Krzyczą: „Ja też (to chcę)!”. Niedawno opowiadali mi z uśmiechem jedni rodzice, że kiedy starsza córka przeziębiła się i zachorowała, a mamusia się nią opiekowała, młodsza siostrzyczka oznajmiła: „Też chcę być chora!” – a wkrótce także miała gorączkę. My dorośli takie dziecięce wołania w sobie zazwyczaj nie dostrzegamy, ale przed tym wizerunkiem Panny Maryi Karmelskiej czujemy intuicyjnie: to miejsce pielgrzymkowe i ten obraz oferują nam: „Maria również cię przytuli, przytuli cię do siebie, otoczy cię miłością, opieką i modlitwą – przyjdź i przyjmij to!” A gdy to tak formułuję, nie jest to przesada, gra słów ani halucynacyjna fantazja. To jest prawdziwa oferta Maryi i chcę nas zachęcić: przyjmijmy tę jej ofertę i zupełnie prosto módlmy się: „Tak, Mario, przytul także mnie!” I nie myślmy tylko o sobie. Włóżmy w jej ramiona także naszych bliskich: żonę lub męża, dzieci, wnuki, przyjaciół...

Ale ja do tej medytacji dodam jeszcze jedną zachętę, która wydaje mi się teraz bardzo ważna. Benedykt XVI ogłosił rok kapłanów. Dopiero niedawno został rozpoczęty i mamy zatem możliwość skorzystać z niego od samego początku. A zatem chcę teraz prosić każdego z nas: włóżcie Pannie Marii w ramiona także waszego kapłana, kapłana z waszej parafii. Czy go lubicie? Tym chętniej to zróbcie! Macie z nim problem? – Proszę, róbcie to także! Maria przytuli go do siebie z wielką miłością. A nam podczas takiej modlitwy i w wierze, że Maria naprawdę to uczyni, może wyraźnie uświadomić, że także lubimy swojego kapłana i wiele mu zawdzięczamy! Albo zaświeci nam myśl, że sami jesteśmy mu coś winni z naszej miłości, że być może musimy mu jeszcze coś przebaczyć, albo zająć wobec niego w czymś inną postawę niż dotychczas.

Już jakiś czas temu bardzo ubogaciło mnie, gdy mogłem poznać rodziców jednego kapłana, mojego kolegi z seminarium. Podczas spotkania z nimi zdałem sobie sprawę, że ci prości, dobrzy ludzie noszą w sobie dwie silne obawy: pierwsza – aby ich syn jako kapłan miał dość miłości dla swoich parafian, aby dobrze im służył i aby oni go „brali” i lubili. A drugą obawą tych rodziców było: aby ich syn nie odszedł z kapłaństwa. Ponieważ od czasu do czasu zdarza się odejście z kapłaństwa i zasmuca wielu. I od tego czasu częściej przychodzi mi do głowy: starajmy się i my naszych kapłanów czasami widzieć „z drugiej strony” – oczami zatroskanych, pobożnych rodziców, którzy kochają Boga i swoje dziecko, które oddało się do Jego służby, oczami Panny Maryi, która tego kapłana matczyno obejmuje i stara się dać mu jak największe wsparcie w jego posłudze.

A teraz tylko wyjaśnię, jakie teksty z Pisma Świętego wybrałem do tej naszej medytacji. Kluczowym jest fragment z Ewangelii Łukasza o spotkaniu świętej rodziny z Symeonem w świątyni jerozolimskiej (Łk 2,25–35). Ewangelista pisze, że Symeon „wziął dziecko w ramiona”, według łacińskiego brzmienia moglibyśmy dosłownie przetłumaczyć: „na łokcie”. To słowo występuje w Piśmie rzadko, znajdziemy je jeszcze u proroka Izajasza (49,22–23): „Tak mówi Pan, Hospodin: „Oto pokiwam ręką poganom, narodom podniosę swoje znamię. Przyniosą twoich synów w ramionach, twoje córki będą noszone na ramionach. Królowie będą twoimi opiekunami, królowe twoimi pielęgniarkami...“ Długo zastanawiałem się, czy ten tekst wykorzystać do naszej medytacji. Prorok pociesza wybrany naród, cierpiący w babilońskiej niewoli. Obiecuje Izraelitom wspaniały powrót do ojczyzny. Mimo że w dawniejszych czasach między narodami było dużo większe nieporozumienie, pogańskie narody przezwyciężą swoją obcość wobec Ludu Bożego i – właśnie dlatego, że są Ludem Hospodinowym – pomogą mu, a wręcz mu posłużą. Nawet to, że jego dzieci wezmą w ramiona i na ramiona i w ten sposób poniosą je do Jerozolimy... Czy to pasuje do naszego tematu? Tak. Te wersety Starego Testamentu mogą być dla nas zachętą, abyśmy starali się przezwyciężać wszelką obcość, która czasami wkrada się między nas a naszych kapłanów i „nieśli ich” naszą współpracą z nimi w ich posłudze. A także: właśnie dlatego, że są sługami Jezusa Chrystusa w Jego Kościele i w dzisiejszym świecie.

Z drugiej strony ani chwili nie wahałem się, gdy wpadło mi do głowy, aby dodać do tej naszej refleksji fragment z pierwszego listu apostoła Pawła do Koryntian, który znany jest pod popularną nazwą Hymn miłości (1 Kor 12,31–13,8). To z mojej strony trochę prowokacja, ponieważ dość bezmyślnie jesteśmy przyzwyczajeni, że ten tekst czyta się na weselach, podczas gdy teraz wspominamy go w związku z zupełnie inną stroną życia. Ale święty Paweł nie pisał swoich słów tylko dla narzeczonych i małżonków, abyśmy mieli co czytać w kościołach podczas zaślubin. W swoim liście mówi o miłości jako o fundamencie życia chrześcijańskiego we wszystkich jego obszarach, jako o fundamencie życia wspólnoty kościelnej w ogóle. Nie możemy zawężać zasięgu Bożego słowa tylko do określonego wycinka. I tak jest dla nas użyteczne na początku roku kapłanów i podczas medytacji o związkach was, wierzących laików, z kapłanami oraz nas, kapłanów, z parafianami wrócić do słów: miłość jest cierpliwa, łaskawa, nie zazdrości, nie gniewa się itd. Oby ani w tych relacjach nie zabrakło nam wystarczającej miłości.

Oby przykład macierzyńskiej miłości Panny Maryi nam w tym pomagał. Oby pod jej ochroną dobrze przeżyliśmy rok, skoncentrowany na uświęceniu kapłanów.