Kto pogardza chwilą, nie osiągnie pełni życia.

Naszą dewizą jest iść krok za krokiem...Wilfrid Stinissen (1927–2013)

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus (miała wtedy szesnaście lat i była nowicjuszką w Karmelu w Lisieux) pisała do swojej siostry Celiny: „Wykorzystujmy ten jedyny moment cierpienia i patrzmy na każdy moment. Każdy moment jest skarbem (...), jeden akt miłości pozwoli nam lepiej poznać Jezusa i przybliży nas do niego na całą wieczność!” (1)

Ten tekst zdradza nam wiele interesujących rzeczy: „Wykorzystujmy ten jedyny moment cierpienia i patrzmy na każdy moment. Każdy moment jest skarbem...” Chociaż w najgłębszej sferze naszej istoty jesteśmy wieczni, nasze życie na zewnętrznej płaszczyźnie odbywa się w czasie. Jeden mały kawałek życia po drugim. Każdy moment ma własne zadanie. Życie jest znacznie prostsze, jeśli potrafimy je przeżywać w chwili obecnej: Bóg bowiem nigdy nie daje nam dwóch chwil naraz, ale przychodzą one od niego jedna po drugiej. Pan nie chce naruszać porządku stworzenia. Czas został stworzony dla człowieka, a nie człowiek dla czasu. Dlatego, gdy Bóg, który nadał naturze ład, stworzył czas, nie chciał mieć przewagi nad naturalnymi ruchami człowieka. Takie ruchy bowiem przychodzą stopniowo. W dniu sądu człowiek nie będzie miał żadnego usprawiedliwienia. Gdy będzie odpowiadał za to, jak wykorzystywał czas, nie będzie mógł twierdzić: „Dałeś mi dwie chwile naraz, chociaż mogłem jedynie wykonać jeden akt woli.” Naszą dewizą jest więc iść krok za krokiem i chwilę za chwilą. „Nie chcę wiedzieć, wystarczy mi jeden krok” (kardynał John Henry Newman).

„Jeden akt miłości znaczy więcej niż wszystko, co kiedykolwiek zostało wykonane.” Mamy niezłomną pewność, że każdy sensownie przeżyty moment przynosi owoce i ma nieprzewidywalne konsekwencje. Na poziomie wymagań i wyników wiele tracimy. Ktoś na przykład zaczyna studiować na wydziale pedagogiki, ale po dwóch latach zmienia plany i przechodzi na medycynę: stracone dwa lata! Jednak na głębszym i istotniejszym poziomie wcale nie musi chodzić o stratę. Każdy moment wypełniony naszym przyzwoleniem „tak, Ojcze” dźwięczy nieskończoną echem. Na przykład medytujemy. Nagle uświadamiamy sobie, że w myślach spędzamy większość czasu dyskutując z szefem. I reagujemy na to słowami: „Jestem beznadziejny, nigdy nie nauczę się porządnie medytować.” Tym jednak nie musimy się martwić. Nawet wielcy mistrzowie życia duchowego nie potrafili medytować bez żadnej rozproszenia. Jedyną rzeczą, którą trzeba zrobić, jest uświadomić sobie swoje rozproszenie i natychmiast wrócić do modlitwy. Stopniowo zacznie rosnąć nasza uwaga i czujność, aby te momenty uchwycić i napełnić je miłością. W ten sposób pozwolimy im stać się źródłem nowych podobnych chwil.

Ludzie, którzy często uczestniczą w ćwiczeniach, czasem narzekają na swój stary nawyk, aby na zakończenie podjąć jakieś postanowienie. Doświadczenie jednak wielokrotnie potwierdza, że nie udaje nam się ich dotrzymać. Wtedy dochodzimy do wniosku, że nigdy już nie zrobimy żadnego postanowienia. Myślę, że to błąd. Postanowienie jest pewnym sposobem na nawrócenie. Należy jednak unikać dwóch błędów. Po pierwsze, wcześniej zrezygnować z jakiejkolwiek myśli o wyniku. Przedmiotem postanowienia nie powinno być na przykład szczerość czy łagodność, ale próba, staranie się być szczerym czy łagodnym. Nieważne, czy ta próba się powiedzie, nie odgrywa to zasadniczej roli. I może się zdarzyć, że lepiej będzie, gdy poniesiemy porażkę. Niepowodzenie bowiem odgrywa w życiu duchowym bardzo ważną rolę: powoduje, że człowiek się umniejsza. Nie możemy ponieść porażki, jeśli najpierw nie zrobiliśmy próby.

A naszym kolejnym błędem jest: chcemy się zmusić do kontynuacji. „Od teraz zawsze będę szczery.” Jednak kontynuowanie tego, aby być szczerym, nie leży w naszej mocy. Jedyną rzeczą, którą możemy zrobić, jest starać się być szczerym, kiedy o tym myślimy. Może to być chwila. Ale te chwile będą coraz częstsze, odstępy między nimi będą się skracać i ostatecznie stworzą razem linię prostą. Innymi słowy – życie składa się z ciągłych nowych początków. Postanowienie powinno więc dotyczyć nowego początku. Życie będzie rosło i stawało się coraz bogatsze, jeśli coraz więcej jego momentów będzie wypełnionych miłością. Kto lekceważy moment, nigdy nie osiągnie pełni życia.

„Jeden akt miłości pozwoli nam lepiej poznać Jezusa i przybliży nas do niego na całą wieczność!” Jeśli moment jest wcieleniem wieczności, oznacza to, że gdy wypełnię swoje „teraz” miłującym „tak”, cały czas się zmienia. Moment jest jak ziarnko gorczycy, najmniejsze ze wszystkich, ale to, co z niego wyrośnie, jest ogromne. Więcej światła, więcej radości, a przede wszystkim więcej miłości w całej wieczności. Jak ogromna moc została powierzona człowiekowi!

(1) List z 26 kwietnia 1889.

Przyjęto z książki: Chrześcijańska głęboka medytacja
Autor: Wilfrid Stinissen OCD
Wydano: KNA