Fra. Jan od św. Bruna, OCD
Nauka o „ciemnej nocy“1 jako etapie szczególnie intensywnego oczyszczania, w które człowiek wchodzi (lub jest wprowadza przez Boga) na swojej duchowej drodze, często wiązana jest przede wszystkim z imieniem bosego karmelity, mistycznego nauczyciela, św. Jana od Krzyża. I rzeczywiście, św. Jan ma wyjątkową zasługę nie tylko w tym, że ciemną noc głęboko przeżył, ale również w tym, że potrafił swoje doświadczenie wyrazić i uporządkować w traktatach, w których systematycznie omawia znaczenie i miejsce ciemnej nocy w życiu człowieka.
Dominikanin Jan Tauler2 nie stworzył w swoim dziele syntezy podobnej do tej, którą pozostawił św. Jan od Krzyża. Z pewnością jest to spowodowane także tym, że Tauler nigdy nie napisał żadnego traktatu, całe jego zachowane dzieło liczy około 90 kazań, spisanych przez jego słuchaczy, przede wszystkim zakonników i zakonnice w Strasburgu i Kolonii nad Renem. Niemniej jednak można powiedzieć, że ciemność lub całe okresy „ciemnej nocy“ są w wymienionych kazaniach tematem stosunkowo często poruszanym i uważanym – podobnie jak u Jana od Krzyża – za wyjątkowo istotny, można wręcz powiedzieć przełomowy, etap na drodze do zjednoczenia z Bogiem lub „narodzenia Boga w duszy“.3 Sam Jan od Krzyża dzieło swojego o dwie stě lat starszego poprzednika czytał i znacząco się nim inspirował.
Przyjrzyjmy się najpierw, jakie miejsce zajmuje „ciemna noc“ w całości nauki Taulera.
1. Boży zamysł z człowiekiem
W kazaniu, które jest w edycjach podawane jako pierwsze, wygłoszonym w Bożych Narodzinach, Tauler wspomina o trzech narodzinach Bożego Syna, które w tym dniu także świętujemy. Oprócz narodzenia „w boskiej naturze i różnorodności Osób“ oraz ziemskiego narodzenia z Panny Marii mistyk zna jeszcze narodzenie, które „polega na tym, że Bóg na co dzień i godzinę po godzinie rzeczywiście duchowo rodzi się w każdej dobrej duszy łaską i miłością.“4 Można powiedzieć, że ta myśl będzie, nawet jeżeli czasami wyrażona innymi słowami, centralna w większości kazań Taulera na najróżniejsze teksty biblijne, czytane w czasie roku liturgicznego, które jednak zawsze będą interpretowane z odniesieniem do zjednoczenia człowieka z Bogiem i Bożego narodzenia w człowieku.
W dziesiątym kazaniu w ten sposób parafrazuje słowa Jezusa z modlitwy arcykapłańskiej: „Niech będą z nami jedno, jak my jesteśmy jedno, ja w Tobie, a Ty we mnie, nie połączeni, lecz doskonale jedno; niech i oni będą jedno z nami, nie jednak naturą, lecz łaską.“5 To narodzenie przez łaskę działa w człowieku Duch Święty. Tauler kładzie wielki nacisk na otwartość człowieka, na jego gotowość do przyjęcia Ducha i narodzenia Boga w duszy. Przedstawia w tym zakresie na pierwszy rzut oka aż nieludzkie wymagania: człowiek musi się skupić i skierować wszystkie swoje siły, niższe i wyższe, aby doszło do zjednoczenia całego rozproszenia, musi szukać we wszystkim tylko Boga i nie szukać pocieszenia nigdzie indziej niż w Bogu. Ponadto należy uwolnić się od wszelkiego przywiązania i posiadania oraz dojść do radykalnej pokory, która całkowicie otwiera się na Boga i oczekuje wszystkiego tylko od Boga, bez roszczenia sobie na to, że człowiek mógłby coś osiągnąć jedynie własnymi siłami lub własnym staraniem.
W szesnastym kazaniu, gdzie Tauler komentuje wersety Ewangelii Jana (16,7–15) i przede wszystkim słowo Chrystusa: „Dobrze jest dla was, że odchodzę. Gdybym nie odszedł, Pocieszyciel nie przyjdzie do was,“ interpretuje te miejsca w sensie, że konieczne jest, abyśmy przeszli przez sytuacje, w których Chrystus wydaje się być daleko i doświadczamy osamotnienia, beznadziejności, niezdolności do jakiegokolwiek dobrego czynu i jesteśmy obojętni, zimni, ociężali i zmartwieni.6 Opis tych beznadziejnych stanów i odczuć powtarza się często, nawet jeśli innymi słowami, w kilku innych kazaniach. Człowiek w tych chwilach nie ma sytuacji w swoich rękach, nowoczesnymi terminami moglibyśmy powiedzieć, że może doświadczać stanów bliskich aż do jakiegoś psychicznego załamania, ponieważ Tauler ostrzega, że może pojawić się również „niekontrolowany smutek“. Bóg jednak ma sytuację mocno w swoich rękach, żąda tylko od człowieka, aby pozwolił się przekształcać, oczyszczać, aby był gotów „znosić Boga“.7 Jeśli człowiek na to pozwoli, dojdzie do niezwykłej przemiany: wielość stanie się prostotą,8 cierpienie radością, wzburzenie spokojem, a każda gorycz przekształca się w prawdziwą słodycz.
Zarysowaliśmy więc cel, do którego Bóg pragnie człowieka prowadzić (do zjednoczenia z sobą, do jego własnego narodzenia w nas), oraz wymagającą drogę, wzdłuż której do tego celu dochodzi się (drogę stopniowego oczyszczania). I to właśnie tej drodze zamierzamy szerzej poświęcić uwagę w następnym punkcie.
2. „Ciemna noc“ aktywna i pasywna
Należy podkreślić, że Jan Tauler nie używa terminologii św. Jana od Krzyża i o aktywnej i pasywnej nocy w swoich kazaniach nie mówi. Mimo to wydaje się, że rozróżnia jakieś dwa podstawowe etapy duchowej wędrówki. W jednym człowiek jest aktywny, szukając Boga, w drugim Bóg, który szuka człowieka. Szczególnie wyraźne jest to w kazaniu trzydziestym siódmym, w którym Tauler podaje alegoryczną interpretację ewangelijnego przypowieści o kobiecie, która zgubiła jednego srebrnego denara (Łk 15,8a): „Jak przebiega to szukanie w człowieku? Dzieje się w nim zarówno w sposób czynny, jak i bierno. Czynne szukanie polega na tym, że człowiek szuka; pasywne zaś polega na tym, że jest poszukiwany.“ Aktywne szukanie dzieje się zarówno „zewnętrznie“, co polega przede wszystkim na pielęgnowaniu cnót, jak i „wewnętrznie“; to wewnętrzne szukanie polega na tym, że „człowiek wchodzi w swoją własną podstawę, w samo wnętrze i tam szuka Boga, jak nas sam o tym pouczył, gdy powiedział: ‚Królestwo Boże jest w was‘. Kto chce znaleźć to królestwo – a to jest Bóg z całym swoim bogactwem i w swoim własnym byciu i naturze – ten musi szukać tam, gdzie jest: w najgłębszej podstawie, gdzie Bóg jest duszy daleko bliższy i wewnętrzny, niż ona sama sobie.”9
Na to szukanie, które człowiek postrzega jako swoje poszukiwanie, nawiązuje szukanie z Bożej strony: „Kiedy człowiek wchodzi do takiego domu i tam szuka Boga, przewraca cały dom do góry nogami. Na co Bóg znów go szuka i przewraca cały dom do góry nogami jak ten, kto czegoś szuka: to odrzuca tutaj, to tam, aż znajdzie, co szuka. Tak samo jest z tym człowiekiem: gdy tylko wchodzi do tego domu i szuka Boga w tym najgłębszym fundamencie, Bóg przychodzi i sam szuka człowieka i cały dom przewraca do góry nogami.”10 Konieczność tego Bożego interwencji, aby ktoś mógł stać się naprawdę człowiekiem Bożym – „wzniosłym“, wskazuje zarówno na niedoskonałość ludzkiego spojrzenia na rzeczy, które muszą otrzymać jakiś Boży pieczątkę, jak i na całkowity pierwszorzędność pasywnej ascezy przed aktywną, co jest jednym z zasadniczych aspektów duchowości rzymsko-flamandzkich mistyków.11 W tym samym 37. kazaniu Tauler zwraca uwagę, że gdy „Bóg wchodzi do tego domu, do wewnętrznej podstawy, wszystkie sposoby i formy, w których Bóg się tak czy inaczej przedstawia, są człowiekowi odebrane i wszystko jest na zawsze przewrócone, jak gdyby człowiek nic z tego nigdy nie przyjął“. Tutaj wyraźnie dostrzegamy prymat ascezy, którą nazwaliśmy pasywną: „W takim przewracaniu, jeśli człowiek potrafi mu się oddać, jest prowadzony niewypowiedzianie dalej, niż we wszystkich tych czynach, sposobach i zamiarach, które kiedykolwiek były wymyślone i wynalezione.” Jak będzie to „przewracanie i zamiatanie domu“ przeżywane dramatycznie, zależy od dyspozycji człowieka. Tak w swoim kazaniu na Objawienie Pańskie12 Tauler alegorycznie interpretuje znaczenie darów, które magowie przynieśli do Betlejem. Mirra, która jest gorzka, jest dawana człowiekowi, gdy odwraca się od świata i zwraca się do Boga. Ma odpędzić wszelkie upodobanie i zadośćuczynienie, które człowiek znajduje w stworzeniu, gdyż należy wykluczyć każdą „własnościową radość“. Ta mirra musi być gorzka tym bardziej, im większe było (nieumiarkowane) przywiązanie do stworzeń. Jest to „gorycz przeogromna”.
3. Trzy etapy duchowego wzrostu i konieczność ciemnej nocy
Teraz spróbujemy jeszcze wyznaczyć miejsce „ciemnej nocy“ w całkowitym schemacie duchowego rozwoju człowieka, które można uchwycić w kazaniach, a razem z tym pogłębić odpowiedź na możliwą uwagę: dlaczego tak ważne jest przejście przez chwile lub całe okresy cierpienia, które zresztą nie są „na karę“ dla człowieka bezpośrednio zepsutego i złego, ale wręcz zwykle dla człowieka dążącego z determinacją do Boga?
Tauler oczywiście nie zaprzecza, że człowiek jest w swoim fundamencie dobry. Ważne jest jednak właśnie zrozumienie tego fundamentu. Jest to takie „miejsce“ w człowieku, to najwyższe i najwznioślejsze, co w człowieku jest, gdzie człowiek jest najbardziej sobą i gdzie znajduję się także obraz Boży,13 który jest w nas włożony. W kazaniu na werset z Izajasza: „Powstań, Jeruzalem, i rozjaśnij się!” (60,1) mówi Jan Tauler: „Bóg nie pragnie i nie potrzebuje niczego innego na całym świecie niż jednej rzeczy... znaleźć wzniosły fundament człowieka wolny i dobrze przygotowany, aby w nim mógł zrealizować swoje szlachetne i boskie dzieło.”14 Kiedy to dzieło się zrealizuje, wydobywa się z tego fundamentu światło i energia także do innych, niższych części człowieka. W tym sensie Tauler swobodnie cytuje słowa mistrza Eckharta na kapitule zakonnej: „Światło Jezusa Chrystusa jaśnieje w naszym wnętrzu jaśniej, niż mogą jaśnieć wszystkie słońca na niebie; jaśnieje z części wewnętrznej do części zewnętrznej, nie z zewnątrz do wewnątrz.“15
Tauler jest jednak świadomy, że tylko nieliczni żyją w obecnym stanie ludzkiej natury życiem wynikającym z tego swojego najgłębszego fundamentu, a więc z Boga. Wiele osób stworzyło sobie „fałszywy fundament“, takieś jedynie psychologiczne ja, z którego wywodzą się wszystkie ich postawy i sposoby działania. Głównym znakiem takiego życia jest duch przywłaszczenia, który chce wszystko dla siebie, wszystkie rzeczy odnosi do siebie, a nie do Boga, we wszystkim w ostateczności szuka siebie, a nie Boga. Innymi znakami życia na tej bardziej zewnętrznej ludzkiej płaszczyźnie są „prawniczość i faryzeizm“, na którym człowiek się trzyma i nie chce się go zrzec. „Prawniczymi są ludzie racjonalni, którzy przekręcają wszystko według swojego rozumowania i zmysłowości; postrzegają przez zmysły i wszystko podporządkowują rozumowi jako sposobowi do zrozumienia wielkich rzeczy; w tym działaniu znajdują swoją chwałę i wygłaszają wielkie słowa, ale w podstawie, skąd prawda powinna wypływać, pozostają puste i zaniedbane.“ (...) „Faryzeusze to ci pobożni ludzie, którzy uznają się za dobrych, mają szacunek dla siebie samych, są nieustępliwi w swoich postanowieniach i ćwiczeniach, swoje zwyczaje stawiają ponad wszystko inne i pragną, aby za to byli czczeni i w swoim fundamencie karcą wszystkich, którzy nie postępują tak jak oni.”
Jak już powiedziano, Bóg pragnie uzdrowić człowieka, uwolnić go od jego zainteresowania samym sobą. „Ciemna noc“ jest środkiem, który Bóg z nieskończoną miłością używa, aby to dzieło uświęcenia, narodzenia Boga w człowieku, mogło się zrealizować. Jest konieczna, ponieważ fałszywy fundament jest często bardzo subtelny i ukryty, tak że człowiek nie potrafi go dostrzec, a nawet jeśli go rozumie, nie jest w stanie całkowicie – i można powiedzieć, że nawet nie w większej części – usunąć go swoimi działaniami i ascezą. Ciemna noc jest więc jednym z etapów duchowej wędrówki.
Jan Tauler dzieli życie duchowe według klasycznego schematu: początkujący – zaawansowany – doskonały, przy czym przejście między tymi stopniami stanowią dwa procesy przemiany: od niepodobieństwa do podobieństwa i od podobieństwa do jedności. Aby uwidocznić tę rzeczywistość, porównanie używa obrazu drewna, które jest przepełnione ogniem, aż w końcu staje się jedną rzeczą.16 Zanim jednak tak się stanie, „natura musi cierpieć wiele śmierci.“ „Na tej drodze jest wiele dzikich dróg, pustych i nieznanych, po których Bóg prowadzi człowieka, przyciąga go i uczy umierać. O dzieci, jakie wzniosłe, płodne i cudownie piękne życie wyrasta z tego umierania!”
Zanim człowiek wejdzie w wspomniane umieranie, po tym jak Bóg zaczyna go dotykać i prowadzić do siebie, człowiek doświadcza wielkiej radości, jednak radość ta często jest zbyt zewnętrzna, której dodatkowo używa w sposób nieumiarkowany. „Niech się napije tyle boskiego napoju i pije pełnymi łykami, aż zupełnie się upije i tak pełen Boga, że z samej błogości i pełności zapomni o sobie. Przyjdzie mu wtedy, że potrafi czynić cuda, że bez uszczerbku przeszedłby przez ogień, wodę, przez tysiąc mieczy by przeszedł..., i nie boi się śmierci, radości ani bólu. To dlatego, że jest upity; nazywa się to ‚radosnym okrzykiem‘ – jubilieren. Takie osoby chwilami krzyczą, chwilami się śmieją, chwilami znów śpiewają...”
Tutaj jednak kończy się pierwszy etap i zaczyna drugi, czas nocy. „Gdy nasz umiłowany Pan widzi, że ludzie chcą na siebie założyć zbyt wiele,... interweniuje jak dobry gospodarz, który ma w piwnicy dużo znakomitego wina, i gdy tylko się położy i zaśnie, przemykają się jego dzieci i tym winem się na zawsze upijają. Kiedy potem wstaje i widzi, co się stało, chwyta porządny kij i tak im da, że będą dokładnie tak smutne, jak wcześniej były wesołe, i poda im tyle wody, że będą trzeźwe tak, jak były wcześniej pijane.17
Ta surowa Boża wychowawczość nie jest jednak bezcelowa. „On w ten sposób wciągnął i uwolnił ich samych i z niewoli cierpiących stworzeń, jednak zbytnio dzikuszli, i teraz chce ich przywieźć do siebie trzeźwo. Oni się wówczas pięknie uspokoją i uciszą i zobaczą, kim są i co mogą, ponieważ przyszli do siebie. Ci, których wcześniej nikt nie potrafił spętać, którzy zawsze pragnęli więcej, niż ktokolwiek mógłby dać, którzy chcieli więcej wycierpieć i więcej wykonać, teraz w ten sposób są umiarowani.”18 Przedstawiona cytat już poprzedza, co jest najważniejszym warunkiem, który pozwoli na przyjście Ducha Świętego i Boże narodzenie w nas. Jest nim pokora. Cnota, która we wszystkich kazaniach Taulera nieustannie powraca. Zgodnie z pokorą czy pychą poznaje się prawdziwego Bożego przyjaciela od fałszywego, ortodoksyjnego od heretyka.19 Ta pokora jednak nie wynika jedynie z racjonalnego rozważania własnej zdolności czy niezdolności do dokonania takiego czy innego. Jest to postawa całkowitego oddania się w Boże ręce, w prawdzie o sobie samym. Wszystkie noce zmierzają ku temu oddaniu się Bogu, którego człowiek jest w stanie dokonać, gdy zostaje strącony ze swojej zepsutej natury, która przede wszystkim szuka siebie (nawet jeśli maskując się i rafinując), gdy na miejsce fałszywego psychologicznego ja wstępuje prawdziwe ja, które zostało ukryte w dotąd nieodkrytym fundamencie.
Za przykład pokornego człowieka Tauler podaje św. Jana Chrzciciela, który na pytania posłów od Żydów i faryzeuszy: „Jesteś Eliaszem?...“ (por. Jan 1,19–27) odpowiada: „Nie jestem“.20 „Prawie nikt nie chce wypowiedzieć ‚Nie jestem, ja nie jestem niczym,‘“ – w oczywistym sensie: ja nie jestem tym ważnym, nie jestem tym, który chce stać na pierwszym planie. Wszyscy chcą być ‚czymś‘. Gdy jednak ktoś całym miłującym sercem potrafi powiedzieć: „ja nie jestem“, pochodzi z podstawy takiego człowieka wieczne „Ja jestem.“ Ten pozorny paradoks wskazuje na fakt, że gdy człowiek potrafi zrezygnować z samopotwierdzenia z jego strony, rodzi się w nim prawdziwe istnienie, istnienie Boga obecnego w nas.
Ponieważ nasz duchowy wzrost jest przede wszystkim zstąpieniem w otchłań naszej własnej biedy, wynika z tego również inny pozorny kontrast: same przeszkody na naszej drodze – upadki, niewierności, niezdolność do pełnego oddania się, niemożność wykorzenienia wszystkiego, co złe w nas, mogą i powinny stać się środkiem, który wprowadza nas głębiej w otchłań naszej biedy i otwiera nas perspektywie Bożego miłosierdzia. „Kiedy pole jest wyplewione, często w głębi pozostaje korzonek owego plew, ale nikt go nie zauważa..., kiedy ma potem dobre ziarno wyrastać, rośnie też plew... Dlatego pokornijcie się i z cierpliwością spójrzcie na plewy w was i działajcie tak, aby on stał się waszym czyśćcem.”21
Jeszcze dalej idzie Tauler w nauce o przeszkodach, które ostatecznie prowadzą nas do Boga, w kazaniu wygłoszonym w dniu, w którym obchodzono wspomnienie objawienia archanioła Michała na górze Gargano.22 Według niego poza tym, że każdy człowiek ma swojego dobrego anioła, który go chroni, ma także swojego złego anioła, który mu nieustannie stawia przeszkody i podżega go do złego, tak jak dobry anioł do dobrego. Gdyby jednak człowiek był mądry i świadomości, opór i próby ze strony diabła byłyby dla niego o wiele bardziej korzystne niż wszystko, co przychodzi od dobrego anioła. Bo jeśli nie ma walki, nie będzie też zwycięstwa.23 Ta nauka może się wydawać nieco przesadzona, ale ostatecznie pokazuje optymizm Taulera i wiarę w ostateczne zwycięstwo dobra. Prawdopodobnie pragnie uwolnić swoich słuchaczy od przesadnego strachu przed Złem. To wszakże jest podporządkowane Bogu i nie ma mocy, aby zwyciężyć (definitywnie) nad tym, kto kroczy w Bożej mocy. Przeciwnie, swoją działalnością ostatecznie pomaga w wyjściu człowieka do Boga, tym samym ośmieszając samego siebie. I w odniesieniu do złego ducha obowiązuje: „wszystko sprzyja dobremu tym, którzy miłują Boga“ (Rz 8,28).
Kiedy człowiek przechodzi przez wszystkie próby, cierpienia i ciemności, które go oczyszczają, i zanurza się w głębokiej pokorze w swoim fundamencie, doświadcza w sobie czegoś z boskiego narodzenia i staje się wzniosłym człowiekiem. Takie osoby „przyjmują świadeczenie o świetle“ (por. Jan 1,7) w niższych i wyższych siłach. Tak w rozumie „w tym wewnętrznym stworzonym świetle widzi i rozumie to, co boskie“. Z tekstu Taulera wydaje się, że człowiek już do pewnego stopnia wchodzi do perspektywy życia przyszłego wieku. „Kto by tuPrzebiegał (czyli do wewnętrznego fundamencie), znalazłby w rzeczy samej Boga i sam siebie znalazłby absolutnie i po prostu w Bogu; ponieważ stąd Bóg nigdy się nie oddala... Ten fundament – jeśli człowiek będzie go starannie strzegł – promieniuje wagi, które są pod nim, i jak niższe, tak i wyższe siły ciągną i pędzą z powrotem do ich źródła i początku, o ile człowiek jest w tej kwestii czujny, pozostaje u siebie i słucha miłosiernego głosu, który woła na pustyni w tym fundamencie i wszystko do niego coraz bardziej przywodzi.”
Myślę, że ostatnie linijki dały nam wgląd w to, jak Jan Tauler wyobraża sobie ideał kontemplacyjnego człowieka. Nie jest to człowiek, który ma wyjątkowe przeżycia i objawienia – te Jan Tauler przeciwnie raczej odrzuca – ani nie chodzi o człowieka, który koniecznie żyje w samotności – chociaż znaczenie życia zakonnego jest w jego kazaniach wielokrotnie podkreślane – ale chodzi o człowieka, który został wprowadzony do najgłębszej sfery swojego bytu, gdzie najjaśniej jaśnieje Boży obraz, do którego zostaliśmy uczynieni przez Boga, i w ten sposób ukryty w swoim fundamencie stąd dostrzega – kontemplacyjnym spojrzeniem – także wszystkie „proste i zwyczajne“ rzeczy tego świata.
4. Niezrealizowalny i nigdy nienastępujący cel
Człowiek, który osiąga „stan doskonałości“ – co nie może nastąpić wcześniej, niż Pan powie mu podobnie jak chromemu przy stawie Betzata: „Wstań,“ (por. Jan 5,8) – staje się prawdziwym „mistrzem życia“.24 Doświadcza bytu pokojowego i wolności, które są bardzo różne od pokoju i wolności tych, którzy „wierzą, że uwolnią się sami, i przerywają więzy wcześniej, niż jest czas.” Mistrzowie życia są natomiast tymi, których kazania i zwiastowanie Boga płyną z doświadczenia, a przez to są pożyteczne i owocne.
Na początku artykułu wspomnieliśmy o decydującej roli Ducha Świętego na drodze do wyzwolenia. Duch Święty działa bożym narodzeniem w człowieku. Powiedziano, że człowiek musi się właściwie przygotować na jego przyjście. Przygotowanie, polegające na ascezie czynnej i biernej, jednak przewyższa możliwości człowieka. Dlatego Tauler mówi w kazaniu wygłoszonym o Zielonych Świątkach: „Tam, gdzie ma być przyjęty Duch Święty, musi On sam przygotować miejsce, tworząc poprzez siebie samą własną receptywność i również tutaj przyjąć samego siebie.”25 Ten na pierwszy rzut oka znów dziwny wyrok chce może powiedzieć mniej więcej to: nawet w fazie, którą my postrzegamy jako „aktywną“, jako fazę naszej działalności i wysiłku, głównym działającym jest sam Bóg. On jest głównym działającym także wtedy, kiedy znajdujemy się w „nocy“ i nie zdajemy sobie sprawy z Bożej obecności. Czas „Zielonych Świąt naszego życia” jest wtedy czasem, kiedy pełniej, wyraźniej i głęboko w nas samych zdajemy sobie sprawę z Bożej obecności i potrafimy się z niej radować i żyć.
Jednakże proces zjednoczenia nie może nigdy być tutaj na ziemi zakończony, nawet „doskonałym” tutaj jest stała możliwość (i konieczność) wzrastania i zmniejszania się. Zmniejszania się w swoich tylko ludzkich planach i spojrzeniach a wzrastania w byciu Bożym dzieckiem. Pozwólcie mi zakończyć ten artykuł słowami, którymi Jan Tauler kończy wiele ze swoich kazań: „Niech to wszystko się w nas spełni. W tym niech nam pomaga Bóg. Amen.”