Żyć charyzmą i misją Karmelu dzisiaj (część 3)

O. Saverio Cannistra, OCD

Misyjna tożsamość

Innym aspektem „bojaźni” naszej misji jest to, że nie potrafimy jej wystarczająco scharakteryzować w odniesieniu do (naszego karmelitańskiego) charyzmatu. Czasami ktoś myśli, że tożsamość Karmelu nie da się zrealizować w postawie misyjnej, albo tylko kosztem jej drastycznego okrojenia. Co jest paradoksem, ponieważ misja powinna wręcz stanowić dojrzałość i ukoronowanie naszej tożsamości.

Myśląc na przykład o Teresie od Jezusa czy o Teresie od Dzieciątka Jezus, z pewnością nie możemy twierdzić, że ich misyjna gorliwość cokolwiek ujmuje ich tożsamości bosych karmelitanek czy ją osłabia. Wręcz przeciwnie, ponieważ w tej misyjnej miłości osoba Jezusa Chrystusa wchodzi w nie mocniej i dzieli się z nimi swoim istnieniem pełniej. Misja Karmelu powinna być taka, jak ją opisuje Teresa, szczególnie w drugim ze swoich Zawołań:1 opuścić Jezusa, aby móc mieć Go pełniej, w końcu mieć Go oznacza, że stajemy się do Niego podobni, który z miłości do innych zrzekł się posiadania czegokolwiek. Misja zatem w głębi jest częścią naszego charyzmatu: nie możemy żyć „w posłuszeństwie Jezusowi Chrystusowi” (Reguła, art. 2), jeśli to „posłuszeństwo” nie stanie się także „posłuszeństwem” i służbą dla każdego mężczyzny i każdej kobiety, za które Jezus Chrystus przelał swoją krew.

Kiedy mówi się o inkulturacji charyzmatu, o jego dostosowaniu do różnych kontekstów kulturowo-społecznych, warunkiem wstępnym jest, aby charyzmat był naprawdę głęboko przeżywany, a nasze przyswojenie go było na tyle głębokie, że pozwoli nam wyrażać karmelitański charyzmat w nowych formach, różniących się od tych, które są już ustalone. Niestety nie mogę powiedzieć, że dzieje się to powszechnie. Raporty z wizyt duszpasterskich (poszczególnych prowincji i klasztorów) w krajach na całym świecie częściej świadczą o monotonnej pętli w tych samych problemach, niż o różnorodnych wyrażeniach (karmitańskiego) charyzmatu w różnych kulturach.

Problemy i grzechy są wszędzie wciąż te same i nie można z nich winić tak (poszczególnych) kultur, jak raczej ludzką słabość i niedoskonałość. Zło jest wciąż to samo. Tylko dobro jest kreatywne i wieloobliczne. Mówiąc konkretniej i prozaicznie: często zamiast przenieść nasz charyzmat do innych krajów, (jedynie) powtarzamy nieosiągnięte problemy (w sferze) naszej ludzkiej kruchości, naszego stylu życia zakonnego, naszej wspólnotowej koegzystencji.

Misyjna działalność karmelitów ma różne oblicza. Fot. O. Vianney Hanáček.Pamiętam, co powiedział mi pewien generał zakonu podczas jednego ze spotkań generałów różnych zakonów: „Popełniliśmy błąd, że skupiliśmy się bardziej na promocji zakonu niż na przekazywaniu charyzmatu.” Doceniłem tę zdolność do autorefleksji. Prowadzi to do głębszych przemyśleń i do innego sposobu koncipowania misji. Nasza misja – w Europie, jak i w Afryce, Azji i Ameryce – powinna opierać się na świadectwie o pewnych (podstawowych) wartościach, które w naszym życiu urzeczywistniamy i które przekraczają każdą pojedynczą kulturę, dlatego możliwe jest przekazywanie i urzeczywistnianie tych wartości w różnych okolicznościach, niezależnie od geograficznych czy społecznych lub pokoleniowych.

Jakie (podstawowe) elementy charakteryzują w naszych oczach karmelitański charyzmat i motywują nas do misji? W końcu, jeśli jakieś dary są nam dane, to właśnie te dary czynią nas misjonarzami, ponieważ pragniemy, aby inni także wzięli w nich udział. Kiedy karmelita podejmuje misję, co ze sobą wnosi? Jaki jest jego sposób zwiastowania, że Królestwo Boże jest blisko, że już jest wśród nas? Zakładam, że wszyscy zgodzimy się, że pierwszymi i podstawowymi takimi elementami są doświadczanie Bożej bliskości w modlitwie i w braterskim życiu. A jak byłoby możliwe autentyczne przeżywanie modlitwy i wspólnoty, nie praktykując jednocześnie równie autentycznej biedy, dystansu od świata i pokornej gotowości do służby? Te wartości powinny być przesiąknięte misyjnością! A więc – jak (to o nim) mówi Ewangelia – nie potrzebuje brać ze sobą innego wyposażenia, ponieważ to wystarczy do misji: posiadać doświadczenie, że Bóg jest żywy i że stoimy w Jego obecności.

Zatem należy zmienić sposób myślenia. Jak powiedziałem na początku, podstawowym pytaniem nie jest: „Co będziemy robić?”, ale: „Kim jestem i co przynoszę? Jak ja zwiastuję Ewangelię – nie słowami, ale świadectwem swojego życia?”

Nie sądzę, że nasze zakony potrzebują zwielokrotnić swoją obecność (a wręcz przeciwnie: z wielu miejsc musimy odejść). Nie potrzebujemy „kolejnych wspólnot”, ale „nowych wspólnot”, to znaczy wspólnot, które dają świadectwo i potrafią światu pokazać Ewangelię czytaną karmitańskimi oczami, Jezusa kochanego karmitańskim sercem. Może to zbyt proste, ale takie w istocie jest również to, co w istocie oznacza Ewangelia.

Przetłumaczyła z włoskiego Martina Vintrová


1 2 3