biblijna meditacja do trzeciej tajemnicy różańca światła (1. część)
P. Wojciech Brož
Jezus, głosiciel ewangelii: Ewangelista Marek, po wprowadzeniu do swojego ewangelium przez wiadomość o Janie Chrzcicielu, o chrzcie Jezusa i jego pobycie na pustyni, opisuje rozpoczęcie działalności publicznej Jezusa: Kiedy Jan został uwięziony, przyszedł Jezus do Galilei i głosił tam Ewangelię Bożą: „Nadeszła pełnia czasu i bliskie jest królestwo Boże. Nawróćcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1,14–15). Publiczne działanie Jezusa zaczyna się zatem od głoszenia ewangelii. To głoszenie Jezusa jest konkretnym wydarzeniem historycznym. Ma swoje precyzyjne współrzędne w czasie i przestrzeni: w Galilei po uwięzieniu Jana Chrziciela. Czas głoszenia Jezusa to nowy kairos, dogodny czas, czas zbawienia; czas określony na około trzy lata jego działalności publicznej. Nie każdego spotkało to szczęście, aby uczestniczyć w tym błogosławionym czasie. Dlatego Jezus błogosławi uszy, które mogły słuchać jego słów, których pragnęli usłyszeć wielu proroków, sprawiedliwych i królów, ale nie usłyszeli (por. Mt 13,16–17; Łk 10,23).
Jezus głosi ewangelium, radośną nowinę. W jego słowach pojawiają się także napomnienia i groźby, będą tam także niezrozumiałe i nieakceptowalne słowa o jego krzyżu i wezwanie do naśladowania – na krzyż. A jednak wciąż jest to radosna nowina, Boża oferta zbawienia i życia.
Właściwą treścią radosnego posłania Jezusa jest pełnia czasu i bliskość królestwa Bożego oraz płynący z tego wymóg nawrócenia i wiary. Pełnia czasu nastaje, gdy zbliża się królestwo Boże, które Jezus głosi. Jezus przychodzi z wieczności, z królestwa Bożego. On nosi w sobie wieczność. Przybywając z wieczności do czasu, wypełnia czas. Przybywając jako Syn Boży, wiecznie dobrowolnie oddany Ojcu, przynosi królestwo Boże w sobie na ziemię, gdzie panuje „władca tego świata”. Królestwo Boże nie jest kategorią terytorialną ani polityczną. Królestwo Boże to Boża władza. W pewnym sensie już jest ustanowione wszędzie, ponieważ Bóg jest suwerennym. Jednakże stworzony świat usiłował wydrzeć mu się z rąk, emancipując się, co doprowadziło go do niewoli tego, kto go do tego skusił, wpadł pod władzę Szatana. Bóg szanuje wolność człowieka i dlatego Boża władza w pełnym tego słowa znaczeniu jest tylko tam, gdzie człowiek dobrowolnie poddaje się swojemu Stwórcy. Jezus przychodzi na świat w posłuszeństwie Ojcu (por. Hbr 10,5–9), a tym samym nosi w sobie Bożą władzę. Ustanawia ją wszędzie, gdzie przychodzi. Całe jego dzieło życia ma na celu złamać władzę Księcia tego świata i ustanowić władzę Boga Ojca, założyć na ziemi królestwo Boże. Teraz na początku tego posłania: głosi, że królestwo Boże nadchodzi, a tym samym wypełnia się czas, który grzechem został opróżniony.
Jezus głosi przyjście królestwa Bożego. Królestwo Boże przychodzi właśnie przez to głoszenie. Nie rozprzestrzenia się za pomocą miecza, ognia, rewolucji, ale głoszeniem słowa. Narzędziem królestwa Bożego jest słowo: słowo nie demagogiczne, proste, które mogą zrozumieć nawet niewykształceni i analfabeci. Bóg używa do ustanowienia swojej władzy czegoś tak słabego, jak słowo, które nie opiera się na żadnym środku przymusu władzy, ale tylko na sobie, na swojej prawdzie, słowo, które jest apelem do ludzkiej wolności, którą chce zdobyć jako taką, jako wolność, wolną wolność, dobrowolnie posłuszną, bez przymusu. Jak to w ogóle może zaistnieć w świecie pełnym demagogicznych ideologii, związanych z oszukańczymi obietnicami i zastraszaniem, groźbami i prześladowaniem za prawdę i sprawiedliwość? Bóg egzekwuje swoją władzę poprzez słabość ludzkiego słowa. To słowo jednak jest jego słowem, słowem Bożym, wszechmocnym, które jednak kryje się za słabością słowa ludzkiego. Nie przemocą, lecz prosi człowieka o dobrowolne przyjęcie. Do tego jednak człowiek musi zmienić swoje myślenie, swoją mentalność. Dlatego Jezus z głoszeniem królestwa Bożego łączy wymóg nawrócenia i wiary w jego ewangelii: „Nawróćcie się i wierzcie w Ewangelię!”
Czeskie „nawrócić się” oznacza zmienić orientację ciała, a tym samym kierunek spojrzenia czy ruchu. Jezuswe wezwanie zapisane w tekście greckim brzmi: metanoeite; to dosłownie oznacza: „Zmieńcie swoje myśli!” Wielu rozumie nawrócenie jedynie moralnie, jako zmianę zachowania. To jednak za mało. Nawrócenie oznacza zmianę myślenia i spojrzenia na rzeczywistość. To wiąże się z całkowitym przestawieniem, przeorganizowaniem własnej wewnętrznej struktury, przewartościowaniem wszystkich wartości, zamianą nawet tych najpierwszych założeń naszych osądów. Możemy zapytać, czy coś takiego jest w ogóle możliwe. W rozmowie z Nikodemem Jezus porównuje tę przemianę do nowego narodzenia. Przy tym może bardziej zaskakujące jest narodzić się znowu jako starzec, niż narodziny w ogóle (por. Jan 3,3–9). Z tego widać, że takie nawrócenie nie jest w ludzkiej sile, jak nie jest w mocy nienarodzonego człowieka samemu dać sobie życie. Dlatego też wezwanie do nawrócenia, do zmiany mentalności, do porzucenia mentalności tego świata, z którego wyszliśmy i w którym tak się zadomowiliśmy, oraz do przyjęcia mentalności królestwa Bożego, logiki Bożej, jest możliwe tylko w związku z twierdzeniem: „Nadeszła pełnia czasu i królestwo Boże się zbliżyło!” Jeśli z jednej strony dla przyjęcia królestwa Bożego konieczne jest nawrócenie jako warunek i przesłanka, to to nawrócenie jest możliwe jedynie w odniesieniu do bliskości królestwa Bożego, jako rezultat. W żadnym wypadku królestwo Boże nie jest budowane przez nasze nawrócenie, przez nasze moralne i duchowe wysiłki. Królestwo Boże przynosi Jezus w sobie, głosi je swoim słowem, które równocześnie wzywa do nawrócenia. A jak potężne jest jego słowo, którym niesie do tego świata królestwo Boże, tak również potężne jest jego słowo, które wzywa nas do nawrócenia.
Jesteśmy przesiąknięci mentalnością tego świata. Przed nawróceniem w nas jest tyle logiki władcy tego świata. Przyjąć ewangelie jako swoją drogę życia, tj. uwierzyć w ewangelię, wydaje nam się tak trudne: człowiek ma poczucie, że wchodzi do zupełnie innego, nieznanego świata, gdzie wszystko wygląda tak obco i nieprawdopodobnie. A jednak właśnie wówczas człowiek staje się sobą, odnajduje swoją prawdziwą tożsamość, wraca na swoje prawdziwe miejsce. Nie bez znaczenia jest, że hebrajski wyraz na nawrócenie, konwersję, to tešúváh, co dosłownie oznacza „powrót”. Człowiek osiąga swój cel powrotem do swojego pierwotnego źródła, tj. Boga. Jednakże, ponieważ się oddalił, a więc oddalił się sam od siebie, odnajdzie siebie poprzez nawrócenie, ponieważ dotychczas był odwrócony lub przewrócony. Odkryje swoje miejsce i swoją drogę tylko poprzez zmianę kursu, ponieważ dotychczas był na niewłaściwej drodze lub na drodze do zagłady.
Od swojego pierwszego wystąpienia do ostatniego dnia przed aresztowaniem Jezus nieustannie głosił lub uczył. To uważał za kluczowy element swojego posłania: był napełniony Duchem Pana i posłany, aby głosić ewangelie ubogim (Łk 4,18). Kiedy chciano go w jednym miejscu zatrzymać, powiedział swoim uczniom: „Pójdźmy gdzie indziej, do pobliskich miasteczek, abym i tam głosił, bo po to przyszedłem” (Mk 1,38). Jezus zatem uważa głoszenie za pierwszy punkt swojego posłania. Z tej perspektywy możemy lepiej zrozumieć jego cuda uzdrowienia głuchoniemych: Jezus dał im w ten sposób przede wszystkim możliwość usłyszenia jego słowa. Większość swojego czasu poświęcał na kazania i nauczania. Uczył na dziedzińcu świątyni, w synagogach w całej Palestynie, nad brzegiem jeziora, na górze, po drodze i w domach. Uczył wszystkich: swoich uczniów, jednostki i tłumy. Mimo że nie pragnął reklamy, ludzie zbierali się wokół niego zewsząd. Jego nauczanie budziło zdumienie, ponieważ nauczał jak ten, który ma moc, a nie jak uczeni w Piśmie (Mk 1,22; por. Mt 7,28–29), budziło pytanie: „Co to jest? Nowe nauczanie – i z taką mocą!” (Mk 1,27).
Słowo Jezusa przejawia się jako potężne w dwojaki sposób: mocą i autorytetem. Słowo Jezusa ma nadludzką moc. Kiedy Jezus mówi, coś się dzieje: ślepi widzą, głusi słyszą, trędowaci są oczyszczani, chromi chodzą, martwi wstają, grzesznicy są uwalniani od winy, demony uciekają, wiatr ustaje, wzburzone morze uspokaja się... Słowo Jezusa ma także podbijającą moc, którą zdobywa swoich słuchaczy. Służby władzy, które miały go aresztować, wracają z niczym i jako powód, dla którego nie schwytali Jezusa, podają: „Nigdy żaden człowiek tak nie mówił!” (Jan 7,46). Jezus uczy z niesłychaną autorytetą, którego nie opiera o inne ludzkie autorytety, ani o Mojżesza, nawet ani o Boga. Mówi jak ten, kto jest świadomy swojej absolutnej autorytetu: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom... Ja jednak wam mówię...” (Mt 5,21–22 itd.). Jezus pozwala sobie na korygowanie najwyższej autorytetu swojego narodu, Prawa danego Hospodinem Mojżeszowi. Stawia się ponad Mojżesza, mówi z własnej autorytetu, a tym samym rości sobie prawo do swojego słowa, które ma boską autorytet. Wobec swoich uczniów uważał się za jedynego Mistrza, który – w przeciwieństwie do rabinów – ma prawo wybierać swoich uczniów, ma prawo wymagać od nich, aby śledzili nie tylko jego wykład, ale aby podążali za jego osobą, aby nie kochali tylko jego mądrości, ale aby kochali jego, i to bardziej niż ojca, matkę, żonę, dzieci, tak, nawet samego siebie.
Jezus, Słowo Boże: Tym, że Jezus uważa ogłoszenie słowa za podstawowy element swojego posłania, stawia się w szeregu proroków. Jego posłanie jest przede wszystkim prorockie: nie w sensie przewidywania przyszłości, ale w sensie zwiastowania żywego Bożego słowa i informowania o stanie rzeczy przed Bogiem. Ludzie uważali go za proroka (por. Mt 21,11; Łk 7,16; Jan 4,19). List do Hebrajczyków umieszcza go jednak nie w tym samym szeregu co proroków, ale za tym szeregiem, jako jego wypełnienie i przekroczenie: Wielokrotnie i na różne sposoby mówił Bóg w przeszłości do naszych ojców przez proroków. W tych ostatnich dniach jednak przemówił do nas przez swojego Syna (1,1–2). Jaki jest różnica między starszymi prorokami a Jezusem? Prorocy wprowadzali swoje wypowiedzi słowami: „Tak mówi Hospodyn...”, lub: „Wypowiedź Hospodyna...” Jezus zamiast tego mówi: „Amen, amen, powiadam wam...” I tutaj, podobnie jak w odniesieniu do prawa Mojżesza, możemy śledzić śmiałość Jezusa, z której nie opiera się on na wyższej autorytet, ani prawo, ani jakikolwiek starszy prorok, nawet ani na Bogu, ale mówi sam za siebie i z siebie, i to z zobowiązaniem, na które może rościć sobie prawo tylko Bóg. Jego słowo jest wieczne jak Bóg sam: Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą! (Mt 24,35).
Pomimo absolutnej niezależności i suwerenności, z jakimi Jezus mówi i występuje, ujawnia również całkowitą zależność i podporządkowanie wobec Ojca. Jezus nie ma swojego słowa z siebie i od siebie, lecz od Ojca. W Ewangelii Jana mówi o tym niemal w każdej stronie. „Moje nauczanie nie jest moje, ale tego, który mnie posłał” (7,16). „Ten, który mnie posłał, jest prawdziwy, a ja mówię do świata, co usłyszałem od niego... mówię tak, jak mnie nauczył Ojciec” (8,26.28). „Nie mówiłem sam z siebie, ale Ojciec, który mnie posłał, dał mi polecenie, co mam mówić i co głosić... Cokolwiek więc ja mówię, mówię tak, jak mi to powiedział Ojciec” (12,49–50) itd. Jezus jest samą otwartością na słowo Ojca, taką otwartością, że sam jest Słowem Bożym: Na początku było Słowo, a to Słowo było u Boga, a Bóg był tym Słowem (Jan 1,1). Nie tylko więc moje słowa wiecznego życia (6,68), ale sam jest tym Słowem! Jako Słowo Ojca przyjmuje całe swoje istnienie od tego, który je wypowiada, a zatem jest też w stanie w pełni to dzielić. W ubóstwie ducha pozwala się wypowiadać przez Ojca, a tak staje się jego Słowem. Jezus jest Słowem. To wyjaśnia zarówno jego całkowitą zależność od Ojca, jak i jego niezależność od Mojżesza. Jezus sam jest Słowem, może więc mówić z siebie, z własnej treści i na podstawie własnej autorytetu, a mimo to nie mówi z siebie, lecz z Ojca, który mu wszystko dał. Bowiem jeśli Jezus jest Słowem Bożym, to nie „dostaje się” do niego słowo Boże z zewnątrz, jak to miało miejsce u proroków, ale On wydaje je ze swojej własnej istoty. U niego chodzi o doskonałą identyfikację osoby z posłaniem, jaka nie mogła być oczekiwana u proroków. Z tego, że Jezus jest Słowem Bożym, wynika doskonała jedność między jego posłaniem a życiem, identyczność między głoszeniem a osobą głosiciela. Jezus przynosi swoim słowem i swoją osobą królestwo Boże, ponieważ sam jest Słowem i doskonałym urzeczywistnieniem Królestwa Bożego. W tym sensie należy rozumieć już początek Ewangelii Marka nie tylko jako „ewangelie o Jezusie Chrystusie”, ale także jako „ewangelie Jezusa Chrystusa” (Mk 1,1), pojmowane zatem jako radosna nowina, której zawartością i głosicielem jest sam Jezus Chrystus. A jeśli centralną treścią jego ewangelii jest królestwo Boże, to możemy powiedzieć razem z Orygenesem, że Jezus sam jest tym królestwem, Jezus jest autobasileia.
Jezus sam jest Ewangelią, której jest również pierwszym głosicielem, Jezus sam jest „Słowem Bożym” (Obj 19,13). Jeśli chodzi o doskonałą identyfikację między głosicielem a posłaniem, to Jezus rzeczywiście w swoim posłaniu daje siebie, daje siebie. A jednak w ten sposób jest Słowem Ojca. Bóg w nim objawia samego siebie, a to definitywnie w tych ostatnich dniach, eschatologicznie (Hbr 1,2). Ojciec w nim objawia wszystko. Daje w nim wszystko. „Bóg nigdy nie daje mniej niż samego siebie,” pisze Augustyn.1 Bóg daje w swoim Słowie wszystko, ponieważ jego Słowo jest jego jednorodzonym Synem, któremu daje całkowicie wszystko. Wszechmogący (omnipotens) Ojciec ukazuje swoją wszechmoc właśnie w tym, że jest w stanie, w przeciwieństwie do ludzkich ojców, objawić swojemu Synowi w sposób niedzielny całą swoją istotę, jest w stanie oddać się bez reszty. Ludzkie ojce, jeśli są potężne, mogą dać nowe życie, ale nie są „wszechmogące” jak Bóg: po pierwsze, dlatego że do spłodzenia potomka potrzebują kobiety, podczas gdy Ojciec jest Synowi „ojcem” i „matką”; po drugie, dlatego że ziemscy ojcowie nigdy nie wykorzystają wszystkich swoich płodnych możliwości; a w końcu, nawet gdyby przypadkiem mogli z wszystkich swoich płodnych możliwości stworzyć potomków, zawsze nadadzą życie komuś innemu, a ich własne życie pozostanie im, zachowane i niesdane. Bóg w wieczności wyraża się tak doskonale, tak wyczerpująco, że daje swojemu Synowi całe swoje istnienie. Ten jest jego współistotnym Synem, jego wyczerpującym Słowem, Słowem, którym Ojciec zwraca się do swojego boskiego „Ty” Syna, któremu tym zwróceniem jednocześnie daje życie.
Kiedy Syn stał się człowiekiem, kiedy Słowo stało się ciałem i mieszkało między nami (Jan 1,14), powiedział i dał nam w nim Bóg wszystko. Wyjątkowe Słowo, którym Bóg przemawia do samego siebie, za pomocą którego zwraca się do swego współistotnego bożskiego Ty, teraz zwraca się do nas. „Raz Bóg przemówił i wypowiedział tak jedno wieczne Słowo,” pisze św. Bernard.2 A św. Jan od Krzyża wyjaśnia, dlaczego w nowotestamentowej epoce nie jest dozwolone pytać Boga nadprzyrodzonym sposobem, następująco:3
Kiedy już w tym czasie łaski wiara jest wzmocniona w Chrystusie, a prawo ewangelii jawne, nie ma powodu, aby pytać w taki sposób, ani dlaczego on miałby jeszcze mówić i odpowiadać jak wtedy. Ponieważ kiedy dał nam swojego Syna, który jest jego Słowem, i On nie ma innego, powiedział nam wszystko raz na zawsze w tym jednym Słowie i nie ma już, co miałby mówić... Bóg jakoby oniemiał i już nie ma, co miałby mówić, ponieważ to, co niegdyś mówił po części do proroków, powiedział w całości, kiedy dał nam wszystko, to jest swojego Syna.
W tym sensie możemy także rozumieć rzeczywistość, że Jezus na końcu swojego publicznego życia, wypełnionego głoszeniem i nauczaniem, milknie. Można w tym dostrzec spełnienie prorockich słów o Służebniku Hospodyna. Jego posłanie było prorockie, dla niego otrzymał ducha Hospodyna i język jak miecz. Wzywał wyspy, by go słuchały (por. Iz 42,1–4; 49,1–2; 50,4). To wszystko, ale tylko do pewnego momentu. W wyniku odrzucenia jego posłania przez tych, do których było skierowane, posłanie Służebnika nie odnosi sukcesu. Nie może przekazać przekazanej zbawczej prawdy. Dlatego jego posłanie zmienia kurs: ostatecznie prowadzi do cierpienia, a Służebnik przyjmuje je bezwarunkowo i bezgłośnie. Nie otworzył swoich ust jak baranek prowadzony na rzeź. Jak owca, która milknie przed strzyżeniem, nie otworzył swoich ust (Iz 53,7). Kościół od początku widział spełnienie, co prorocko sugerowała postać Służebnika Hospodyna, w Jezusie (por. Dz 8,26–40). Także Jezus głosił – a po początkowym podziwie zebrał ostatecznie tylko pełne odrzucenie. Podczas przesłuchania u arcykapłana Jezus podsumowuje całe swoje posłanie słowami: „Mówiłem do świata publicznie. Zawsze nauczałem w synagogach i w świątyni...” Reakcja? Ledwo to wypowiedział, jeden z sług... uderzył Jezusa w policzek... (Jan 18,20-22). Jezusowi zadano cios w twarz jako symboliczną odpowiedź na jego całe życie głosiciela.
Tak kończy się posłanie głosiciela i nauczyciela dla Jezusa, a wchodzi posłanie cierpiącego Służebnika, Baranka Bożego (por. Jan 1,29). Podobnie jak Służebnik, także Jezus na końcu swojego prorockiego posłania zamyka usta i oddaje się cierpieniu. Wielokrotnie w pasji dokumentowane jest milczenie Jezusa: Jezus jednak milczał (Mt 26,63; por. 27,12–14). Ale on milczał i nic nie odpowiadał (Mk 14,61; por. 15,5; Łk 23,9; Jan 19,9). „Syn, który jest Słowem, stał się Milczeniem.”4 Ostatnim jego wyrazem nie jest już słowo, ale drastyczny, nieartykułowany okrzyk, mocny głos (Mk 15,37), który następuje niezwłocznie po tym, jak marnie próbował wołać do Ojca: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mk 15,34). Nie ma wołania. Ojciec tutaj nie jest, nie ma więc możliwości dialogu. Gdzie jednak nie ma dialogu, tam nie ma też Słowa! Ojciec odwrócił się od Syna, który stał się dla nas grzechem (2 Kor 5,21), i Jezus dlatego umiera. Umiera jako człowiek, umiera jako Słowo Boże. Umiera Bóg. Ostatnie resztki jego istnienia wyrażają się w okrzyku w pustkę. Słowo zamilkło. Ponieważ zostało wypowiedziane całkowicie, aż do krańca. A to Słowo, które stało się Milczeniem, jest najjawniejszym objawieniem Bożego zawartości, Bożego wiecznego życia! Godzina ciemności jest jednocześnie eksplozją światła, wybuchem chwały Bożej do tego świata. Śmierć Chrystusa objawiająca życie Boże, jego milczenie na krzyżu jest słowem, które już nigdy nie przestanie brzmieć. Słowo, które zostało ujawnione poprzez to, że się wyczerpało i stało się nieme, że się wydało. Tylko to jest naprawdę zrealizowane Słowo Boże. Nie tylko słowo Syna wobec jego uczniów, ale słowo Boże wobec świata. „Najpotężniejszym słowem, które Ojciec powiedział w Jezusie, jest jego milczenie w śmierci.”5 A to jest ewangelia, która będzie głoszona aż do końca świata.
Jezus-Słowo wypełnia słowa Pisma: Jezus jest Słowem Bożym, doskonałym wyrazem Boga Ojca, odblaskiem jego chwały i wyraźnym wizerunkiem jego istoty (Hbr 1,3). Ponieważ sam jest wszechmocnym Słowem Bożym, ma jego słowo moc, z którą może rozkazywać wiatrowi, burzy i demonom, wzywać martwych z grobu itd. Jezus swoim słowem również może wypełnić wszystkie ludzkie słowa, które bez jego Słowa są tylko pustą słomą. Jezus jako wcielone, ukrzyżowane i zmartwychwstałe Słowo również wypełnia wszystkie słowa Pisma, które bez niego pozostałyby niewypełnioną obietnicą. Już podczas jego publicznej działalności słowa Pisma, które Jezus wypowiadał, zyskiwały swoją pełnię. Kiedy w nazaretańskiej synagodze odczytał fragment z proroka Izajasza o namaszczeniu i posłaniu Mesjasza (61,1–2), mógł zamknąć Księgę i powiedzieć: „Dziś to Pismo, które słyszeliście, spełniło się!” (Łk 4,21). Jezus wypełnia martwą literę sobą, swoim życiem, swoim Duchem. Dopóki nie pojawi się zmartwychwstały Pan, który swoją śmiercią wszystko doskonałej wypełnia i spełnia (Jan 19,28.30), uczniowie jeszcze nie mogą zrozumieć Pisma (Jan 20,9), ponieważ trwa zasłona, gdy czyta się Stary Testament i nie jest odkryte, że przestaje w Chrystusie (2 Kor 3,14). Zmartwychwstały Jezus wypełnia całe Pismo, a tym samym usuwa zasłonę, która spoczywała na Prawie. Emauzowym uczniom wykładał, co w różnych częściach Pisma się do niego odnosi (Łk 24,27), a oni mogą wstecz zauważyć: „Czyż nie płonęło nasze serce, kiedy rozmawiał z nami w drodze i odsłaniał sens Pisma?” (Łk 24,32). A kiedy wieczorem pojawia się przed uczniami w Jerozolimie i przekonuje ich, że nie jest duchem, ale człowiekiem z ciała i kości, który też może jeść (por. Łk 24,36nn.), Łukasz może w końcu zanotować: Wtedy otworzył ich umysły, aby zrozumieli Pismo (24,45). Chrystus pozwala zrozumieć Pismo, ponieważ jest jego żywym wypełnieniem. Chrystus jest celem Prawa (Rz 10,4). W nim wszystkie Boże obietnice znalazły swoje „tak” (2 Kor 1,20). Jan w Objawieniu widzi Baranka jako zabitego, a mimo to stojącego, zatem żywego, zmartwychwstałego, który tylko jest godzien wziąć zwój, zapieczętowany siedmioma pieczęciami, i otworzyć go (Obj 5).