Mystyczne połączenie z Marią (część 15)

XXI. Czuję się zmuszona, aby w miarę możliwości jaśniej opisać sposób, w jaki w ostatnich dniach doświadczałam lub przeżywałam prowadzenie, kierowanie, miłe oddziaływanie i obecność miłującej Matki oraz miłującego Ojca.

Mój duchowy wzrok nieustannie się na nich kierował. Ich wspomnienie i obraz były niemal wdrukowane w moją myśl i poznanie, w trwały i istotny sposób, bez jakiegokolwiek mojego współudziału z mojej strony, aby coś podobnego zdobyć jakimiś wcześniejszymi myślami lub inną własną działalnością. Działo się to tak habitualnie i zasadniczo, że wszystko płynęło jakby samo z siebie, a oni, jeśli dobrze rozumiem, ukazywali się na szczycie ducha, bez wcześniejszego myślenia o nich czy oczekiwania ich obecności.

To było tak wdrukowane, że nawet gdybym, jak mi się wydaje, bardzo się starała, aby się rozproszyć, i aby to postrzeganie czy widzenie oraz doświadczanie ich obecności odepchnąć, nic bym nie zdziałała, gdybym nie dopuściła się czegoś, co by im się nie podobało. Bowiem wtedy ta ich obecność byłaby zasłonięta i zniknęłaby, a z nią także ta delikatna, słodka, nieskalana, a jednocześnie czcigodna i uważna miłość do nich.

Widziałam ich także w sposób wyobrażeniowy, rozróżniony i nierozróżniony. To widzenie było jasne i niejasne, nie wiem, jak mam to wyjaśnić i uczynić zrozumiałym. Wydaje mi się, że przypomina to to, co pisze święta Teresa o niektórych objawieniach miłującej Matki oraz miłującego Ojca, które otrzymała, kiedy stwierdza, że jej uwaga nie skupiała się na czymś szczególnym w ich osobie, lecz że prostym spojrzeniem i duchowym pocieszeniem kierowała się na całą istotę miłującej Matki.

To spojrzenie było tak proste, że nie potrafiłam patrzeć na jednego bez drugiego, lecz jako na dwóch w jednym i jako na coś podwójnego-jednolitego. To spojrzenie było pojmowane w jedności Bożej istoty.